Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zapiski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zapiski. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 listopada 2022

Z chłopa król

Mamy rok polskiego romantyzmu, proponuję naukę czegoś ponadczasowego z utworów pisanych 200 lat temu… a może nauczkę.

Jest drugoplanowa postać u Słowackiego, w jego „Balladynie” – Grabiec – rumiany prostak, pijak, syn wioskowego kościelnego. Każdy pamięta ze szkoły samą Balladynę i Kirkora, tak bardzo szekspirowskich, a mało kto pamięta Grabca, który jest polskawą, siermiężną kopią Falstaffa, a może Spodka ze „Snu nocy letniej”, esencją grubiaństwa, pazerności i tępoty, a w efekcie upadku, do którego prowadzi zbyt duża władza. Grabiec raczej przypadkowo zostaje królem, otrzymuje koronę Popielów i jako władca, zmienia się w despotę.
Słowacki jednak wielkim poetą i wieszczem był, bo w kwestiach Grabca zawarł znacznie późniejsze monologi „króla”, który jeździ ostatnio po Polsce:

«Trzeba zaraz nałożyć podatek.
[...] Odtąd brać w rekruty
I żubry, i zające, i dziki, i łosie.
Kwiaty, jeżeli zechcą kąpać listki w rosie,
Niech płacą, rosę puszczam w odkupy Żydowi;
Niech mi wódką zapłaci. Każdemu szpakowi
Kazać nie myśleć wtenczas, kiedy będzie gadał...
Zabronić, aby sejmik jaskółczy usiadał
Na trzcinach i o sprawie politycznej sądził.
Wróblów sejmy rozpędzić: ja sam będę rządził
I wieszał, i nagradzał... Jaskółkom na drogę
Dawać paszporta, w takich opisywać nogę,
Dziób ogonek i skrzydła, i rodzime znaki.
Odtąd nie będą dzieci swych posyłać ptaki
Do niemieckich zakładów, gdzie uczą papugi;
Wyjęte sroki, które oddają usługi
Ważne mowie ojczystej. Z cudzych stron osoby
Jak to: kanarki... śledzić. Na obce wyroby
Nakładam cło.»


Archetyp durnia, obdarzonego władzą ponad jego miarę, który musi teraz udowodnić światu swoje kompetencje i uciszyć krytyków: nałożyć podatki i cła, brać w kamasze, zakazać myśleć, zabronić działać sejmowi, kontrolować, inwigilować, wydawać paszporty na wyjazd, chronić dzieci przed Niemcami, śledzić podejrzanych, odpuścić srokom kapusiom. On sam będzie „rządził i wieszał, i nagradzał”. On „z chłopa król”.



„Balladyna” to tragedia, źle się zaczyna i źle się kończy, i dla koronowanego przypadkiem Grabca, i dla jego ukochanej Balladyny, i dla jej siostry, i dla jej matki, i dla jej męża, i dla Pustelnika, i dla Kostryna… nie wiem, czy pominąłem jakiegoś denata. Najważniejszy jest jednak w moim wpisie Grabiec, który bredzi podczas uczty, czym naraża się śmiertelnie Balladynie i ginie we śnie, tracąc koronę Popielów.
Czy polska literatura może nauczyć nas czegoś o degradacji człowieka na skutek otrzymanej przypadkiem władzy, kiedy człowieczeństwo topnieje, a jego miejsce zajmuje bezwzględność i czyni każdego Grabca nieludzkim despotą?



#LekcjeHistoriiPrawdziwej

sobota, 1 października 2022

Orzeł biały jednoczył kiedyś zdrajców

 A propos Rosji i przyznania orderu Antoniemu Macierewiczowi…
Na obrazie „Rejtan” Matejki, jest:


❗️10 odznaczonych Orderem Orła Białego, w tym:
❗️6 targowiczan (z królem Stanisławem Augustem) - Adam Poniński, Franciszek Ksawery Branicki, Stanisław Szczęsny Potocki, Karol Radziwiłł, prymas Michał Poniatowski,
❗️2 sygnatariuszy aktu I rozbioru Polski - Franciszek Salezy Potocki i Michał Fryderyk Czartoryski,
❗️poza tym, 2 żony odznaczonych Orderem Orła Białego sygnatariuszy aktu I rozbioru Polski - Izabela z Flemingów Czartoryska, żona księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego i Izabela (Elżbieta) z Czartoryskich Lubomirska, żona marszałka wielkiego koronnego Stanisława Lubomirskiego,
❗️w loży ambasador rosyjski, książę Repnin, sponsor wyżej wymienionych, też uhonorowany najwyższym polskim orderem, zabawiany przez damy, których mężowie robili potem kariery
❗️i na portrecie Katarzyna II, caryca Rosji, która też była odznaczona Orderem Orła Białego.
Zaprawdę godne towarzystwo. Oni trzymali wtedy władzę.

 



Matejko z rozmysłem kłuł w oczy błękitnymi szarfami Orderu Orła Białego na tym obrazie, aby podkreślić obłudę marszałków, biskupów, hetmanów, „patriotów”, którzy we własnym gronie przyznawali sobie odznaczenia, lawirowali, prowadzili polityczne gierki z Rosją, licząc na familijne zyski, aż do rozgrabienia Polski. Kiedy Matejko wysłał swój obraz na wystawę do Paryża, grupa potomków tej «mafii» z najczarniejszych lat przed upadkiem Polski interweniowała nawet u cesarza Napoleona III, aby nie wystawiano go publicznie. Próbowano go odkupić i zniszczyć.
Nie da się kupić i zniszczyć hańby.


#LekcjeHistoriiPrawdziwej - to seria wykładów pisanych dla syna, z których część powstawała w samochodzie, podczas pogadanek w drodze do szkoły.
#OrderOrłaBiałego - order pochodzi nie z czasów carskich, a z epoki saskiej, kiedy został przyznany 188 osobom. Przejęty przez dwór Stanisława Augusta, trafił na piersi 346 osób, w tym wyżej wymienionych - sprzedawczyków, zdrajców, jurgieltników w sutannach, kontuszach, z buławami i ministerialnymi tekami.

niedziela, 11 września 2022

Solidarna Rosja

 

Można gdybać o rzeczach nieudowodnionych, natomiast nie trzeba udowadniać, bo to widać jak na dłoni, że Kaczyński i Ziobro od 7 lat próbują w Polsce wprowadzić ustrój, zbudowany przez 23 lat przez Putina. Niektóre projekty ustaw są żywcem kopiowane z rozwiązań, jakie skutecznie ograniczały demokrację w Rosji. 

 
Analogia narzuca się choćby w sposobach wyrugowania niezależnych organizacji, patrzących władzy na ręce, Prześledźmy zniszczenie przez aparat kremlowski pozarządowej organizacji Memoriał, w której skład wchodziło kilkadziesiąt formalnie niezależnych podmiotów w całej Rosji. Centrum Praw Człowieka Memoriał założyli zasłużeni dysydenci, historycy, od ponad 30 lat odkłamujący zbrodnie stalinowskie i komunistyczne. Było to jednak działanie wbrew interesom oligarchów i urzędników Putina, którzy zmierzali do rehabilitacji sowieckiego totalitaryzmu. Najpierw uchwalając ustawę o „agentach zagranicznych” zmuszono Memoriał i podobne organizacje, do sygnowania wszystkich publikowanych dokumentów zdaniem „Organizacja finansowana z zagranicy”. Kilka publikacji bez tej noty, piętnującej Memoriał jako „agenta zagranicznego”, uruchomiło działania putinowskiej prokuratury, która postawiła zarzuty braku transparentności finansowania i przyjmowanie pieniędzy z Wielkiej Brytanii, Norwegii, Holandii i innych państw oraz deprawowania młodzieży poprzez publikowanie list ofiar ZSRR.
Cała ta akcja usunięcia niewygodnej organizacji przypomina czekający projekt ustawy ziobrystów, mającej rozprawić się z polskimi organizacjami pozarządowymi – NGO-sami. Rozmodlony ostatnio w mediach Michał Woś przygotował ustawę domagającą się wprowadzenia rejestru NGO’s, finansowanych ze środków z zagranicy - stygmatyzowanych w ten sposób jako „agenci zagraniczni”. Ta idea tak dobrze sprawdziła się na Wschodzie - czemu nie zastosować jej w Polsce, która jednym krokiem jest już poza Unią Europejską? Kolejnym krokiem byłoby wybranie z tej listy organizacji niewygodnych dla władzy… resztę można przepisać sobie z historii zniszczenia Memoriału.
Nie jest to pierwsza kopia rozwiązań ustrojowych Kremla i działań inspirowanych polityką ludzi Putina. Solidarna Polska zgłosiła też projekt wypowiedzenia antyprzemocowej Konwencji Stambulskiej i aktywnie wspiera od lat nagonkę na środowisko LGBT – co przed 2015 rokiem było do pomyślenia wyłącznie w Rosji, gdzie w represjonowaniu mniejszości seksualnych aktywnie uczestniczy od dawna  kler, a w fundamentalistycznej, muzułmańskiej Czeczenii, ujawnione osoby LGBT karane są śmiercią.
Przemoc w polskim życiu politycznym idzie więc ze Wschodu. 
Krystynie Pawłowicz wyrwało się w Trybunale Konstytucyjnym zdanie, że Polska może w każdej chwili wypowiedzieć Europejską Konwencję Praw Człowieka, a sam Trybunał Przyłębskiej poszedł dalej, pytając, czy Europejska Konwencja Praw Człowieka jest zgodna z polską Konstytucją. Jedyne kraje na naszym kontynencie, których konwencja nie obowiązuje i nigdy jej nie podpisywały, to Rosja Putina i Białoruś Łukaszenki. 
 
 


Partia Ziobry, mająca poparcie zaledwie 0,7%, kwestionuje nie tylko artykuły europejskich konwencji, podobnie jak administracja Kremla, kwestionuje wyroki międzynarodowych trybunałów. Solidarna Polska mówi często głosem Jednej Rosji Putina. Efekty tej fascynacji widać już w zmianach ustrojowych, jakich politycy Zjednoczonej Prawicy dokonują w Polsce, kopiując system rosyjski:

🇷🇺 Zlikwidowanie niezależnego wymiaru sprawiedliwości,
🇷🇺 Podporządkowanie władzy ustawodawczej jednemu przywódcy,
🇷🇺 Podsycanie podziałów i nienawiści do mniejszości,
🇷🇺 Wsparcie kleru, będącego narzędziem propagandy władzy, kupowanym milionami z budżetu i ulgami,
🇷🇺 Nacjonalizm dla mas z oficjalną, rządową historią kraju,
🇷🇺 Media jako narzędzie propagandy władzy,
🇷🇺 Grupa oligarchów, wzbogacona w aferach, wyciszanych rękoma posłusznych prokuratorów,
🇷🇺 System edukacji podporządkowany fanatykom, który realizuje wychowanie nowych narodowych elit,
🇷🇺 Wykorzystywanie służb do inwigilacji i zastraszania obywateli krytycznych w stosunku do władz,
🇷🇺 Ignorowanie międzynarodowego prawa i niepodleganie wyrokom europejskich trybunałów.

Czy te punkty opisują Rosję, czy Polskę? Odpowiedzcie sobie sami.

środa, 14 kwietnia 2021

Campo de’ Fiori



Rzymskie Campo de’ Fiori przed pandemią tętniło życiem. Restauracje, dzieci, stragany, gołębie, muzyka, a nad tym wszystkim ponury, zakapturzony Giordano Bruno. Brązowy pomnik stoi odwrócony plecami do placu, a wyzywająco – twarzą do Watykanu, na znak jego sporu z Kościołem. A przecież zanim do tego sporu doszło, był dominikaninem, przyjmowanym przez biskupów, papieża, słuchanym, chwalonym. 


Przypomniał mi się ten pomnik, kiedy poczytałem dziś o współczesnych inkwizytorach, tych z Episkopatu i tych z Sejmu. Jeden z posłów koalicji demolującej polskie państwo, z tytułem profesorskim, gadający czasem mądrze, a często krytycznie, właśnie odłączył się od stadka i zastanawiam się, czy podzieli los Giordana Bruno, spalonego na stosie na Campo de’ Fiori, czy raczej złamanego przez inkwizytorów Galileusza. 

Naprawdę nie wiem, po co światły człowiek zostaje dziś politykiem, wchodzi do zorganizowanej sitwy, kojarzonej z biciem kobiet i milionowymi przewałami? Po co lekarz, kardiochirurg, naukowiec, ceniony za granicą, pcha się do tego Sanhedrynu obłudników i faryzeuszy? Jaka cecha charakteru popycha ludzi pomiędzy zera w krawatach, z chorągiewkami w klapach? Wiadomo, że zostaną tam zadziobani. 

Jakiś mały człowieczek, również z zakonu antyaborcjonistów, spreparował donosik na profesora, w którym padają zarzuty o „zabijanie niewiniątek podczas eksperymentów”. Najważniejsze, że Maksymowicz sam uważał się za przeciwnika prawa dostępu do aborcji, jednak ministerstwo poszło tym absurdalnym tropem, bo był na rękę miernotom, które profesor krytykował za nieudolność i ryzykowanie życiem tysięcy Polaków - m.in. głosował wcześniej przeciw wyborom pocztowym Sasina.

Czy ten bunt Maksymowicza coś zmieni? Oczywiście, chociaż nie każdy głoszący poglądy niewygodne dla władzy i inkwizycji to Giordano Bruno. Kiedy tupie nogą i odchodzi z PiS łódzka młoda radna, nikt nawet tego po tygodniu nie pamięta, ale być może tym razem przebrała się miarka intryg, oszustw, szczucia i Maksymowicz nie spłonie na stosie. 

Swoją drogą, jak można być tak schizofrenicznie dwubiegunowym, krążyć od Akcji Wyborczej Solidarność, Platformy Obywatelskiej do Gowinowców i głosować przeciw Konstytucji własnego kraju, obywatelom własnego kraju, zasłaniając się jednocześnie aktami prawnymi i oświadczeniami obcego kraju - Watykanu? 

A propos obcego kraju – inkwizytorzy z Episkopatu Polski wydali dziś oświadczenie absolutnie sprzeczne z oświadczeniem Watykanu w sprawie szczepionek J&J i Astry-Zeneki. I tego pojąć nie mogę - 50 lat tłumaczyłem jakoś sobie różne brednie, podpisywane przez biskupów. Chyba zbyt długo. Wygląda na to, że Episkopat Polski stał się schizmą w Kościele katolickim. Po zaszczepieniu 800 mln ludzi na świecie, w tym papieża Franciszka, po naprawdę wyczerpującym wyłożeniu etycznych aspektów szczepień w oświadczeniu watykańskiej Kongregacji Nauki, polski chór sklerotyków w purpurze namawia ludzi do nieszczepienia się. Konsekrowana ciemnota i podłość. 

Giordano Bruno miał rację w wielu kwestiach. Dopiero 50 lat temu kościół przestał prawnie zwalczać jego księgi, po 350 latach straszenia piekłem za czytanie o Ziemi okrążającej Słońce, o wiecznym Wszechświecie, w którym panuje zasada ruchu, o tym, że nic w przyrodzie nie ginie. 

Mój syn na Campo de’ Fiori zrobił pierwsze w życiu samodzielne kroki. To dobry znak, choć po kilkunastu latach od tego momentu stał się niesamowicie asertywny i zasadniczy w tym, do czego sam doszedł. Nie wyrzeknie się, jak Galileusz, swojego zdania.


#LekcjeHistoriiPrawdziwej


środa, 6 listopada 2019

Czasy uczniów czarnoksiężnika


Kiedy od dłuższego czasu tłumaczysz teksty branżowe, zaczynasz pojmować, co to jest globalny owczy pęd i jakim balastem - choć niezbędnym - bywa marketing, w porównaniu na przykład do wymiernej i podlegającej precyzyjnej ocenie pracy inżynierów.



Mimo całej biblioteki podręczników: jak sprzedawać, jak przemawiać, jak zachęcać, jak zdobyć klienta, mimo webinarów, studiów, teorii, funkcja magiczna i impresywna języka przeważają nad informatywną. Gdyby jeszcze skutecznie, ale kiedy czytam wszystkie te slogany, nasuwa mi się porównanie do średniowiecznych medyków, upuszczających krwi i snujących teorie waporów.

I ta skłonność do poruszania się w ścisłym stadzie. Firma za firmą przejmują słowa, mające działać jak hipnotyzujące zaklęcia. Bez żadnej głębszej refleksji, na zasadzie kalki - u tamtych działa na wyniki w Excellu i sprzedaje, to u nas też będzie. A czasem pasuje jak wół do karety i jest zdewaluowane przez ciągłe powtarzanie. Co tam - przeciętnie głupi klient i tak nie zna całego obrazu rynku, więc możemy sobie pozwolić na ten mały trik.

Globalizacja i automatyzm rządzący światowymi korporacjami jeszcze to zjawisko pogłębiają, ograniczając zaufanie do instynktu i doświadczeń lokalnych specjalistów, a poszerzając zakres działania Ministerstwa Magii każdej korpo i sieciowych agencji, kontrolowanych centralnie oraz programów projektowanych po to, aby rozszerzyć tę centralną kontrolę, homogenizować światowy przekaz, wykastrować wszystko, co odbiega od sztywnego zatwierdzonego odgórnie komunikatu. Kompletnie odczłowieczone to wszystko, wtłoczone jak w mundur, w formatki z logo.

I wszystko to w założeniu mogło być postępowe i funkcjonalne, gdyby slogan idący w świat z centrali miał głębszy sens, gdyby cały świat znał tylko jeden język, miał te same obyczaje, ten sam klimat i temperament i gdyby na każdym etapie tej korporacyjnej urawniłowki, przyprawionej słodkimi zachwytami nad jakością, luksusem i funkcjonalnością, byli ludzie z głową, potrafiący na własną odpowiedzialność wykreślić przenajświętsze zaklęcia, które albo się przejadły, albo po prostu brzmią śmiesznie tu i teraz.

Przypomniał mi się pewien marketingowiec z branży elektronicznej, który ubolewał, że ma słabsze wyniki handlowe, bo anglojęzyczna nazwa jego japońskiej firmy, wymawiana w reklamach aksamitnym barytonem z obowiązkową angielską kluchą w ustach, brzmi mniej egzotycznie i intrygująco od nazwy innej japońskiej firmy z nazwą wymawianą w podobny sposób. „Wiesz stary, oni mają łatwiej, bo to wpada w ucho i brzmi tak… no wiesz… sophisticated”.
Jak to się ma do szkiełka i oka inżyniera i tysięcy godzin badań i testów?
Myślenie magiczne, wiara w zaklęcia.

Riddikulus i Slugulus Eructo!!!

wtorek, 7 maja 2019

Aureola

Paradoks, że ta Matka Boska, której kult ludzie PiS wystawili na pośmiewisko w całym świecie, zupełnie nie jest z ich partyjnej bajki: ciemnolica, Żydówka, przybyła z dalekiej Rusi, „ucieczka grzesznych”, symbol tolerancji i łagodności, Hodigitria, czyli „Wskazująca drogę” błądzącym, odrzuconym.
Gdzie jej do plującego jadem i nasyłającego służby pisowca, gdzie jej do Piętów, Piotrowiczów, pani Pawłowicz, do pogardy dla nauczyciela, za którego uważano jej syna?
Gdzie jej do milionowych inwestycji deweloperskich?
Gdzie jej do bojówek z hasłem „śmierć” na rękawie, do tłuczenia kijami Judasza, palenia Żyda, odsyłania wojennych sierot do Syrii?
Czy ma coś wspólnego z rytualnym kamienowaniem na antenie TVP tych, którzy krytykują fałszywych kapłanów – »groby z zewnątrz pobielane, a w środku cuchnące«
Być może ma więcej wspólnego właśnie z tymi, którzy - jak jej syn - są oskarżani o obrazę uczuć religijnych?

Wątpię, żeby Wiktor Woroszylski był w lekturach, ale pasuje tu idealnie:

"Matko Boska ciemnolica
przybyła z dalekich stron
spraw by nikt tu nie był obcy
każdy żeby miał tu dom"

Rys. Michał Murawski




D

skrót: re

czwartek, 19 lipca 2018

Ćwierkający kaznodzieje

Żeby nie było… wychowałem się w rodzinie wierzącej i nadal nie nazwałbym się ateistą. Gdzieś tam drzemie we mnie jakaś wiara w nadzwyczajną, boską ingerencję w trwanie i zmiany tego ziemskiego padołu. Ale powiadam wam, jeśli w tym kraju ktoś religię niszczy, to sami duchowni.

Gdybym miał na myśli wyłącznie wiejskich plebanów i tysiące nudzących się przed komputerami zakonników w całej swojej wielkiej masie, nie zawracałbym głowy na blogu. Chodzi o tych z miast, tych z kurii i tych z samego szczytu. Jeśli tak ma wyglądać elita kościoła, jak wykładowca, profesor, rezydent Watykanu, z którym wymieniłem ostatnio kilkanaście opinii, to Polska za kilka lat, jak Francja, pełna będzie setek spa i hoteli urządzonych w klasztorach, a w kościołach odbywać się będą wyłącznie koncerty organowe.

 


Rozumiem, że po wsiach siedzą na plebaniach niedouczone, antysemickie, pazerne dusigrosze, którym w kazaniu łatwiej przyjdzie ględzić o nowej kostce brukowej przed kościołem i zaradności Rydzyka, niż o Jezusie (bo to przecież taki niedzisiejszy dziwak był). Wiem, bo mam takiego kaznodzieję w mojej wsi, z którego kazań ludzie wychodzą, a na chrzcinach i ślubach nasłuchałem się ględzących tetryków i młodych umysłowych leni.

Jak może być zaliczana do inteligencji osoba, która publicznie, na forach mediów społecznościowych, połowę swojej „profesorskiej” energii i autorytetu poświęca obmawianiu innego księdza, tylko dlatego, że tamten ma odmienne poglądy polityczne. Otwarcie nawołuje, żeby go uciszyć, zniszczyć, stłamsić. A wszystko to ozdabia w slogany i półprawdy, przygotowane przez wydział propagandy rządzącej partii, jak leci, prosto z pasków TVP.

Poszło o uwolnienie ks. Wojciecha Lemańskiego od kary, dzięki interwencji abp. Rysia i nowego abp. warszawsko-praskiego. Lemański może już odprawiać msze, udzielać sakramentów, może się wypowiadać publicznie, co nie spodobało się profesorowi, wygrzewającemu od lat tyłek w rzymskim słońcu. Pewnie bywalcowi salonów nie po drodze z Lemańskim, który wcześniej jako proboszcz ciężko pracował w biednych białoruskich parafiach i od lat udziela się jako katecheta dzieci dotkniętych chorobami psychicznymi. A może jego działalność upamiętniająca ofiary żydowskie w polskich wsiach nie w smak mojemu rozmówcy, w każdym razie musiałem wysłuchać serii plotek z zakrystii i przeczytać na życzenie jego publikację o «katolewicy», gdzieś w Gościu, czy Frondzie. Niestety publikację na poziomie tylko trochę wyższym od kazań Międlara.

Gdyby głupota mogła latać, niektórzy księża unosiliby się pod sklepieniem Kaplicy Sykstyńskiej, gdzieś w okolicy alegorii "Bóg oddziela światło od ciemności". Profesor wyłożył ekonomiczną definicję katolewicy, która idealnie dziś opisuje partię Kaczyńskiego:  

„Lewicowość (…) oznacza opowiadanie się za systemem socjalistycznym, przewagą własności państwowej nad prywatną, wysokimi podatkami, które mają być przez państwo wykorzystywane, by wspomagać ubogich i w ten sposób niwelować nierówności społeczne. (…) Problem z katolewicą w Polsce i na świecie polega nie na socjalistycznych poglądach na gospodarkę, tym bardziej że wielu jej reprezentantów uwiło gniazdka w jak najbardziej kapitalistycznych przedsięwzięciach…” itd. itd.

Czy to nie obraz „pobożnych bolszewików” - jak nazwał PiS przed śmiercią prof. Wolniewicz, za życia będący filozoficzną podporą Radia Maryja?

W dalszej dyskusji profesor, pogromca katolewicy wszedł na kruchy lód, bo według niego Lemański dopuścił się obmowy swojego biskupa, zarzucając mu molestowanie. Te kwestie powinny być raczej tematem omijanym przez kler, ze względu na purpuratów, którzy ukrywali zjawisko molestowania dzieci w KK przez lata. I tak od słowa, do słowa, dowiedziałem się, że bp Hoser jest człowiek z klasą, abp Paetz jest człowiek z klasą, a abp Wesołowski nie dożył do procesu, który pewnie by go oczyścił, bo dowody były «takie za 50$», a TVN chciał go zlinczować.

No ludzie! Jeśli tacy są nauczyciele kleru tego kościoła JPII, to co jest na dole?
Trzy godziny obrony zwyrodnialców, cały timeline TT poświęcony walce z lewactwem, Tygodnikiem Powszechnym i Lemańskimi, a nuncjusz papieski z Polski, gwałcący dzieci na Dominikanie, to ofiara światowego spisku i TVN.

Nie nazywajmy szamba perfumerią (kto to powiedział?).
I ta wyższość, jaką z perspektywy Watykanu można okazywać maluczkim w dalekiej Polsce i manipulować. To poczucie, że jest się ponad regułami i prawem tego kraju.

Przypomniał mi się kardynał Hozjusz, pierwszy polski kandydat na papieża, który był wcieleniem silnej, nietykalnej agentury obcego państwa w Polsce, sam korespondował po łacinie, besztając polskich biskupów za pisanie listów po polsku, wpływał z perspektywy kościelnej na króla i sprawy dotyczące korony, niszczył Polaków, których uznał za krytyków kościoła. Między innymi za dzieło „O poprawie Rzeczypospolitej”, a zwłaszcza za księgę „O kościele”, prześladował Mikołaja Sępa-Szarzyńskiego, posuwając się nawet do zamachu na jego życie, na szczęście nieudanego. Na pierwszym miejscu stawiał powstrzymanie reformacji i kościół, na dalszych Polskę i Polaków. A teraz, ten pochowany w Rzymie purpurat, od 1923 roku czeka na beatyfikację.
Cóż, bywali gorsi od niego błogosławionymi tego kościoła. I pewnie jeszcze będą, jeśli mają takich profesorów.

środa, 16 maja 2018

Czas pogardy

Tyle pogardy dla tych matek upokarzanych w Sejmie, które dopominają się o swoje, o obiecane, o to tylko, żeby oszustwo nie trwało kolejne lata. Pisowscy baronowie i podrzędni partyjni konferansjerzy już straszyli je paragrafami, oskarżali o polityczne intencje, wiązali z mordercami noworodków w wypowiedziach do kamer. Najemnicy z TVP urządzili im 24-godzinnego Big Brothera z obiektywami i mikrofonami, wycelowanymi dokładnie w ten kąt, w którym żyją już trzy tygodnie na posadzce. 

Może ich mundurowi wywloką stamtąd, gasząc wcześniej światło i wszystkie kamery. Tak boją się prawdy. Może zagłuszą sygnał sieci komórkowych, jak to już raz Kaczyński zrobił w stosunku do protestujących pielęgniarek. Ale ci zdeterminowani ludzie już dziś osiągnęli wiele. Nie pozwolili zbyć się kłamstwem i ochłapem. Zmienili odbiór społeczny u tych, którzy w pędzie korporacyjnych korytarzy nawet nie myśleli, że tak duża część Polaków żyje bez środków, bez perspektyw i podstawowych rozrywek. Chyba rozmiękczyli twarde liberalne serca.
Nie ma już Polski liberalnej i Polski socjalnej. Są udające współczucie przed wyborami przypadkowe miernoty, które po wgramoleniu się na stołki doją budżet, latają biznes klasami, szastają miliardami na duperelne pomniczki, ławeczki, jachty-srachty. A kiedy przychodzi potrzebujący, spieprzają z sejmu do domu, na urodziny księdza biskupa, do kościoła, żeby odgrywać rolę, która w ich przekonaniu zapewni im wieczne rządzenie… Wymodlić wieczne urządzanie się.
PiS zdemaskował własną podłość i obudził ludzkie uczucia u opozycji, spełnił rolę Mefista z Fausta. Panu Jarkowi powinni na grobie wyryć "Jam jest tej siły cząstką drobną, co zawsze złego chce i zawsze sprawia dobro". Bo po pisowskiej okupacji, tego formatu politycy muszą mandatami odpowiadać za łgarstwa, podłości, manipulacje i sprzeniewierzenia. Muszą zmienić się warunki kontraktu społeczeństwa z posłem, czy senatorem, a odpowiedzialność w tym zawodzie będzie egzekwowana tak samo jak od lekarza, nauczyciela, przedsiębiorcy. Drobni cwaniacy liczący na kadencję dojenia kraju i łgania w żywe oczy znikną.
Mam nadzieję.

niedziela, 10 grudnia 2017

Kto to jest prawdziwy Polak, a kto zdrajca - lekcje historii prawdziwej

Kolejna lekcja historii prawdziwej, mój Synku.
Kto to jest prawdziwy Polak, patriota, a kto zdrajca?

Czy zdrajcami byli ubrani w zachodnie stroje zwolennicy Konstytucji 3 maja, czy arcypolskie szlachciury w kontuszach, z podgolonymi łbami i najważniejsi biskupi polscy, którzy obalili nowe prawa zawiązując Konfederację targowicką? Nie wierz w bzdury, wykrzykiwane w TVP. To PiS spełnia dziś dokładnie taką rolę, jaką spełniła w XVIII w. Targowica. Przeklinała prozachodnich jakobinów z Kościuszką i Kołłątajem (ówczesne lewactwo), uśmiechała się do Rosji, a z poparciem biskupów kwestionowała wprowadzony przez Konstytucję 3 maja trójpodział władzy, bo godził w ich stołki, synekury i pozycję kościoła.
Kreml też wtedy uznał, że to szansa. Carscy szpiedzy obserwowali sytuację, płacąc ciężkimi rublami agentom na Zachodzie i w Polsce, aby nic nie przeszkodziło w tej katastrofie, którą zgotowaliśmy sobie sami. Kiedy, kupujący wcześniej w Polsce zdrajców i blokujący reformy, rosyjski feldmarszałek Repnin wszedł tu oficjalnie po swoje z armią carycy Katarzyny, miał już polityczne przedpole przygotowane przez rozmodlonych "patriotów", kpiących z zachodniej mody i rewolucyjnych idei przenikających z Zachodu.
Nic nie pomogły reformy Konstytucji, ani Uniwersał Połaniecki i wezwanie chłopów do obrony kraju, nie pomógł geniusz militarny Kościuszki, ani wyroki śmierci dla biskupów i hetmanów z samego szczytu polityki tamtych lat. Przegraliśmy wtedy wszystko, bo pozwoliliśmy się wykiwać, wierząc w bożą opatrzność, dawno przebrzmiałą polską wielkość, nie doceniając polityki Kremla.
Dziś daliśmy sobie narzucić narrację historycznych nieuków z PiS, a trzeba na każdym kroku przypominać tę analogię, np. piętnując łyse bojówki ONR, które urządzają sceny wieszania portretów, podobne do wieszania zdrajców podczas insurekcji kościuszkowskiej. Tyle, że wtedy wnerwiony suweren powiesił portrety: ministra wojny, hetmana Branickiego, wojewody, poety Szczęsnego Potockiego, oratora-dramatopisarza, hetmana Rzewuskiego. Tylko portrety, bo ci przedstawiciele politycznej elity zwiali. Zawiśli za to fizycznie na szubienicach inni politycy, którzy walczyli z prozachodnimi jakobinami - biskupi: Kossakowski, Massalski oraz hetmani: Zabiełło i Ożarowski.
Czyje portrety powinny dziś dyndać w Katowicach, gdyby narodowcy uczyli się polskiej historii? Komu przeszkadza dziś wolne sądownictwo? Kto patrzy z niechęcią na zachód Europy, a jeździł z wizytami na wschód? To kilka pytań, których nie znajdziesz w książce, ale pogadamy o tym jeszcze w samochodzie.

https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/media-polska-rozczarowala-sie-zachodemto-szansa-dla-rosji/xcgt2pf


#LekcjeHistoriiPrawdziwej Trzeba w domu korygować podstawę programową szkół podstawowych, stworzoną na zamówienie idiotów.

środa, 6 grudnia 2017

„Mógłbyś, gdyby nie sądy…”

Był taki władca, którego Polacy przechowali w złej pamięci jako despotę, choć przecież nie były to w Europie czasy łaskawego prawa i sprawiedliwości. Król pruski Fryderyk II też uznawał ingerencję w kiełkujący wtedy trójpodział władzy za „narzędzie polityczne”, ale zdarzyło się, że odbił się od sądów, które solidarnie stanęły w obronie swojej niezależności.


Zachowały się dwie historie z morałem, przytaczane jako przykłady pruskiej praworządności.
Pierwsza z nich jest raczej legendą, choć w każdej legendzie jest odrobina prawdy. 
Kiedy Fryderyk II, nazwany później Wielkim, zbudował swoją siedzibę w Sanssouci pod Poczdamem, harmonię pejzażu psuł mu jeden z wiatraków, których wokół było wiele, jako że zaopatrywały w mąkę liczne garnizony wojska. Fryderyk postanowił wykupić teren od młynarza, ten jednak odrzucał wszystkie oferty. „Mógłbym przejąć na mocy nadanej mi jako władcy twoją ziemię bez odszkodowania” – miał powiedzieć do właściciela wiatraka król. „Mógłbyś, Wasza Wysokość, gdyby nie było sądów w Berlinie.” – odpowiedział młynarz. Król podobno darował i te słowa, i dalszą walkę z wiatrakami. Tyle legendy.
Druga z historii, również z czasów Fryderyka II, jest faktem, udokumentowanym i brzemiennym w skutki, a dotyczy królewskiej interwencji w sprawie skargi młynarza Arnolda, który uznał się za pokrzywdzonego przez sąd. Sprawa dotyczyła płatności dzierżawy hrabiemu, właścicielowi majątku, któremu młynarz zalegał z opłatami, motywując opóźnienia tym, że hrabia-krwiopijca zakładając staw rybny powyżej młyna, pozbawił go wody. Sąd nie uznał racji Arnolda, podobnie jak biegli wyznaczeni przez króla, który włączył się do sprawy, głosząc, że prawo musi być równe dla bogatych i biednych. Skoro ma być równe, skierowano sprawę przed Sąd Apelacyjny w Kostrzynie, ale i on po rozpoznaniu uznał, że skarga Arnolda nie ma podstaw. Wkurzony Fryderyk osobiście przekazał sprawę Sądowi Kameralnemu w Berlinie, ale i tamci sędziowie odrzucili wniosek o rewizję.

Wojna z sędziami zawsze jest przegrana

Monarcha podobno wymyślał okrutnie, nazywając sędziów łobuzami, krętaczami, biorącymi łapówki od bogatego hrabiego, właściciela stawu i od kolesiów z sądów niższych instancji, zniósł więc wyrok Sądu Kameralnego i określił zarówno winnych jak i kary: przywrócił Arnoldowi prawo korzystania z młyna, kazał zasypać staw, a urzędnicy i sędziowie odpowiedzialni za poprzednie wyroki zostali uwięzieni lub pozbawieni funkcji. Fryderykowi zależało jednak na usankcjonowaniu jego monarszego wyroku, czyli jego surowe kary powinna zatwierdzić trzecia władza. Zażądał więc ukarania także berlińskiego Sądu Kameralnego, a w piśmie do sędziów napisał: „Wzywam was, żebyście natychmiast tych trzech ludzi z Sądu Kameralnego osądzili ostro i zgodnie z ustawą skazali na pozbawienie urzędu oraz areszt w twierdzy. Powiadam wam przy tym, że jeśli się to nie stanie z całą surowością, to wy i całe kolegium kryminalne będziecie mieli ze mną do czynienia”, czyli proponował coś w rodzaju kar dyscyplinarnych dla sędziów, jakie forsuje obecnie król Zbigniew. Sprawa ciągnęła się dziewięć lat. Senat Sądu Kameralnego i urzędnicy całych Prus, wbrew królewskim pismom, groźbom i rozkazom, stawili solidarny opór. Zaszkodziło to wszystkim.
Orzecznictwo sądowe stało się marionetką w rękach monarchy, z czego drwiła Europa. Sędziowie poczuli się obrażeni, radcy Sądu Kameralnego nie chcieli przeprowadzić procesu dyscyplinarnego i karać kolegów za coś, co sami po zbadaniu sprawy uznali za słuszne. Minister sprawiedliwości oświadczył królowi, że nie widzi możliwości wydania wyroku przeciwko urzędnikom aresztowanym w związku ze sprawą. Finał był taki, że król sam ogłosił winę i wyrok oraz kwoty odszkodowań dla młynarza Arnolda, który zresztą od dawna już nie żył.

Walczymy o oczywiste prawa


Po awanturach sądowych z Fryderykiem II, w Ogólnym Prawie Krajowym, tzw. Landrechcie, w roku 1794 znalazł się zapis o pozostawieniu sądom swobody rozstrzygania sporów. Niezależność sądów od władzy ustawodawczej i wykonawczej zapisano też trzy lata wcześniej w polskiej Konstytucji 3 Maja. Sądy powinny być niezależnym elementem państwa, odważnym w swoich decyzjach, wolnym od wszelkich gróźb i nacisków politycznych. Bez nich upada podmiotowość obywateli, czyli tego „suwerena”, którego odmieniają przez wszystkie przypadki politycy PiS. O sędziach, których na najwyższe stanowiska powołuje głosujący aparat partyjny trudno powiedzieć, że są odważni lub niezależni. To bardzo źle wróży Polakom, którzy pozostaną bez obrony – zarówno ze strony Konstytucji RP, stojącej w hierarchii aktów prawnych najwyżej, jak i obrony instytucjonalnej, w sądach powszechnych. O to prawo należy walczyć, wspierając niezawisłych sędziów i wszystkich prawników niezgadzających się ze zmianami, które mają sądy upartyjnić.

Świat odwróconych wartości


Pamiętacie sprawę oskarżenia, osądzenia i skazania Polaka przez partyjnego barona i upartyjnione media nie tak dawno. Kierowcą samochodu, w który wpada rozpędzona limuzyna BOR mógł być każdy z nas. W ten sam dzień na polskich drogach doszło do 52 wypadków drogowych, w których zginęły 4 osoby, a 63 zostały ranne, ale w tamtych sytuacjach policjanci nie odesłali wszystkich świadków do domów, bez zebrania zeznań. Nie przesłuchiwano podejrzanych bez adwokata, nie postawiono im zarzutów przed zebraniem dowodów, obrazów z kamer monitoringu i opinii biegłych sądowych. Nie przekazano przedwczesnego wyroku rządowym mediom do ogłoszenia? Właśnie po to jest niezależność wymiaru sprawiedliwości, aby aparat urzędniczy nie mógł skazywać zaocznie w taki bezwzględny sposób, jak to się działo w wypadku 21-letniego kierowcy seicento, który znalazł się na trasie samochodu BOR z premier Szydło.

Zajmuję się od 20 lat motoryzacją i wiem, jak wyglądają i ile trwają czynności po kolizji i wypadku. Wiem też, kiedy wolno postawić kategoryczny zarzut sprawstwa wypadku.
Takie sytuacje budują w ludziach coraz silniejszy bunt przeciw wyhodowanej na państwowym wikcie grupie partyjniaków, wożących się co tydzień pancernymi limuzynami przez pół Polski do prywatnych domów. Co gorsza, próbują oni właśnie utrwalić i usankcjonować swoje niezasłużone przywileje. Politycy coraz częściej ignorują prawo, mało tego – dają do zrozumienia, że są ponad prawem, że mogą łamać zasady dotyczące zwykłych śmiertelników. Przykładów są setki. To przewartościowanie norm, które cofa nas do PRL, kiedy zwykły człowiek niewiele mógł, a partyjni ważniacy mieli poczucie bezkarności.
Takiego poczucia nie miał nawet król pruski Fryderyk, a więc niedoczekanie wasze.

Przegracie!



Korzystałem z książki „Prusy. Kraj nieograniczonych możliwości”. Bernt Engelmann, Poznań 1984.

Polecam!

środa, 29 listopada 2017

O pięciu straconych pokoleniach - lekcje historii prawdziwej

Słota, deszcz ze śniegiem, 3 st., a nocą mróz. Psa nie wygoniłby z domu. W lesie trudno już spać, przy ognisku, nawet pod grubym przykryciem. Nad ranem szron osiada na włosach, a zgrabiałe ręce trzeba długo rozgrzewać oddechem. 

Dziś rocznica wybuchu powstania listopadowego - kolejny temat na samochodowe pogawędki historyczne z synem.
Jak trudno dziś poczuć ten chłód i ten obowiązek, który czuli wtedy, wychodząc o świcie, siodłając konie, pakując prowiant i broń, żegnając dzieci i żony. Jedni tęsknili do wolnej Polski, którą pamiętali z młodości, drudzy, sami bardzo młodzi, przechowali ją dzięki opowieściom ojców. Przecież tylko 35 lat wcześniej ją definitywnie stracili.
Tyle razy trzeba było zwoływać się z szablami i karabinami po miastach, po lasach, żeby ją wyrywać z gardła zaborcom. Nie na długo - na parę miesięcy w zimnych okopach kolejnych przegranych powstań. Tyle klęsk pięciu pokoleń.
Dziś młodzież zna od 28 lat wyłącznie wolność i oby nigdy nie musiała jej odzyskiwać po rządach durniów, którzy śpiewali przed trzema laty po kościołach „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”. Deszcz ze śniegiem, 3 stopnie, w domach ciepło, a w TV o uzdrawianiu Polski mówią: pan z prokremlowskiej partii "Zmiana" i pan były członek egzekutywy PZPR, pracownik komunistycznego aparatu represji, prokurator oskarżający Polaków z opozycji w imieniu partii, której faktyczna centrala była w Moskwie. Dziś obaj dorwali się do władzy i chcą nam zmieniać naszą Polskę na ich Polskę.
Pomyśl o tym Synku…




#LekcjeHistoriiPrawdziwej Trzeba w domu korygować podstawę programową szkół podstawowych, stworzoną na zamówienie idiotów.

sobota, 25 listopada 2017

O czym Polacy woleliby zapomnieć - lekcje historii prawdziwej

Tak sobie siedzę z synem i uzupełniam jego wiedzę z historii Polski XIX w na poziomie 6 klasy:

– Synku, jak myślisz, od czego pochodzą nazwy miasteczek sąsiedzkich: Konstantynów i Aleksandrów?
–  …?
–  Od imion cara Rosji i króla Polski Aleksandra Romanowa i od jego brata, oprawcy, księcia Konstantego. A wiesz synku, że to, co śpiewali ci wszyscy polscy niby patrioci na marszu niepodległości i to co śpiewają na miesięcznicach smoleńskich, czyli „Boże coś Polskę”, było hymnem zamówionym dla Polaków przez księcia Konstantego na cześć jego brata cara Aleksandra?
– …?
– I to sami Polacy zlecenie przyjęli, skomponowali, napisali słowa i błogosławili tamtego króla, który siedział na Kremlu. Tak dobrze to napisali i skomponowali, że do dziś śpiewają. Taki to polski patriotyzm, że za ruble wszystko napiszą i skomponują, a potem zapomną.

 (…) 
 Ty, coś na koniec nowymi ją cudy 
Wskrzesił i sławne z klęsk wzajemnych w boju 
Połączył z sobą dwa braterskie ludy, 
Pod jedno berło Anioła pokoju: 
Przed Twe ołtarze zanosim błaganie, 
Naszego Króla zachowaj nam Panie! 
Wróć nowej Polsce świetność starożytną 
I spraw, niech pod Nim szczęśliwą zostanie 
Niech zaprzyjaźnione dwa narody kwitną, 
I błogosławią Jego panowanie; 
Przed Twe ołtarze zanosim błaganie, 
Naszego Króla zachowaj nam Panie! 
 (…) 
Boże coś Polskę w wikipedii 

 #LekcjeHistoriiPrawdziwej Trzeba w domu korygować podstawę programową szkół podstawowych, stworzoną na zamówienie idiotów.

niedziela, 5 listopada 2017

Kto nami rządzi?

Indianie żyjącego w Arizonie plemienia Hopi, znanego z bardzo bogatej mitologii, mówią: "Kto potrafi nam opowiedzieć świat, ten nami rządzi". 

Opozycjo, niczego nikomu nie opowiadasz, nie wyjaśniasz. Gadasz sama do siebie i budujesz sobie teatrzyk, w którym jesteś aktorem i widzem.
Dopóki nie zrozumiemy, że plemienne poczucie nieufności i zaufania zadecyduje, kto zmieni Polskę, będziemy skazani na rządy dresiarzy, którzy rozdali cudze pieniądze i wystraszyli lud nieistniejącymi uchodźcami. Opowiedzieli świat w sposób zrozumiały dla plemienia, dostali władzę i nie oddadzą jej tym, którzy znają mądrzejsze i bardziej racjonalne metody wyjaśniania świata. W milionach umysłów musi dojść do przewartościowania tych bzdur zasianych i uprawianych od dwóch lat.
Nie gadajmy do siebie, tylko do tych, którzy myślą inaczej.
BTW Indianie Hopi wierzą, że Ziemię skolonizowali Kaczyngowie z kosmosu.

Koyanisqaatsi.

wtorek, 18 lipca 2017

Urządzanie Polski strachem

Najinteligentniejszy z gangsterów politycznych, dr Jupp Goebbels, sformułował kilka obowiązujących do dziś zasad skutecznej propagandy. Jedna z najważniejszych brzmi: "artykułujemy przekaz w języku zrozumiałym dla najmniej inteligentnego wyborcy". Druga: "kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą". 


Wczoraj miałem dowód na to, że Jarosław Kaczyński perfekcyjnie opanował obie zasady i to dowód z tzw. dołów, czyli od przekonanych. Gość w krawacie na awatarze, na pytanie - dlaczego PO jest taka zła, odpowiada:
"bo chce zaprosić do Polski terrorystów".
Człowiekowi, który już coś w życiu przeżył, przeczytał, przemyślał opadają ręce. Bo jak tu dyskutować z zaprogramowanym replikantem, recytującym wpisane w pamięć sekwencje? Spełniono dwie niezbędne funkcje skutecznego programowania myśli wyborcy - prosty, prostacki wręcz przekaz i wielokrotne powtórzenie kłamstwa, które wdrukowało te słowa jako objawioną, niepodważalną prawdę.
Ani Platforma nie zapraszała "terrorystów" - to jakiś absurd, miałaby rozpisać konkurs wizowy i sprawdzać kompetencje w zabijaniu, ani nawet nie zaprosiła uchodźców wygonionych przez wojnę z domów w Syrii. Rząd Ewy Kopacz wzbraniał się przed tzw relokacją uchodźców jak diabeł przed wodą święconą, Schetyna też kręcił i mącił, kiedy go ktoś o uchodźców spytał. Ale kłamstwo o zaproszeniu "terrorystów" trafiło do mózgów nowych "rewitalizowanych elit" Kaczyńskiego, stworzonych na obraz i podobieństwo wodza - sfajdanych ze strachu, schowanych za podwójną gardą, nieznających świata, nienawidzących inności, kochających Reksia w TV. Powtarzanie im bzdur o grożących Polsce pasożytach i pierwotniakach oraz terrorystach tworzy w wystraszonych głowach obraz zagrożenia z zewnątrz i - co najważniejsze - obraz zbawcy, który postawił terrorystom tamę.
Zaraz, postawił? Jedyny terrorysta skazany w Polsce za plany wysadzenia Sejmu - Brunon Kwiecień był Polakiem. Więcej, był "prawdziwym Polakiem", tak się przedstawił, występując na ławie oskarżonych ze znakiem "Polski Walczącej" w klapie.
Jedyny sprawca seryjnego mordu politycznego, brutalnego zabójstwa dwóch małżeństw, którym zarzucał, że nie są "prawdziwymi Polakami", był Polakiem. Marcin K. jako "prawdziwy Polak" bał się nawet wzroku swoich ofiar, starszych ludzi, bo wydłubał im oczy. To takie nasze, swojskie - "później kupił cztery piwa, bo, jak twierdził, chciał się upić i zasnąć" - a w procesie przyznał dumnie, że należał wcześniej do organizacji narodowościowych, czyli nie był podłym lewakiem.
Propaganda działa i daje przyzwolenie na agresję wobec obcych, czują to zagraniczni studenci w Białymstoku, oficjalnie informowani przez uczelnię o zagrożeniu na ulicach w dniach Parteitagów polskich narodowców, odczuł to student łódzkiej Filmówki wyzwany od "ciapatych i brudasów" przez bohaterskiego strażaka narodowca. Odczuła to Swietłana, młoda Mołdawianka, która przyjechała do Polski, zarobić na utrzymanie dwójki dzieci, gwałcona w Gdańsku wielokrotnie, aż nago wyskoczyła z czwartego piętra.
Ale to przecież ci obcy są groźni dla Polaków - jak mówią cwani politycy. I „ciemny lud kupuje", bo tysiące razy powtarza to telewizja Kurskiego.
Uświęcona patriotycznym obowiązkiem agresja przeciwko obcym to teraz norma w mediach społecznościowych i w mediach rządowych - mój znajomy przyjął na kwaterę młodych muzyków z Paragwaju, którzy występowali na świetnym festiwalu zespołów ludowych i opublikował ich zdjęcie w paragwajskich strojach, czym naraził się na wielodniowy hejt prymitywów, którzy pisali o insektach, stonce itp. Strach pomyśleć, co działoby się w wątku, gdyby przyjął Kenijczyków.
Odkrycia doktora Goebbelsa przeżywają renesans, dzięki głupocie społeczeństwa i wyrachowaniu sitwy sprawującej władzę.

piątek, 10 marca 2017

Bunt - słowo - życie


Język nasz stał się im obcy
Jak język dawnej planety.
Aż wszystko będzie legendą
I wtedy po wielu latach
Na nowym Campo di Fiori
Bunt wznieci słowo poety.




Napisała moja koleżanka z Mazowsza: „Kiedy idę na protest, manifestację i widzę te zadowolone z siebie osoby na zakupach, w kawiarniach, na spacerach, to myślę, że oni akceptują, to co się dzieje! Im to nie przeszkadza i dlatego ponoszą za to współodpowiedzialność. Niby są „ponadto”, ich polityka nie interesuje, mają tyle spraw i takie dobre samopoczucie. Nie myślą, że to ich kolorowe życie jest możliwe tylko dlatego, że ktoś się „interesował polityką” i nadstawiał kark, aby zwalczyć szarość i biedę komuny.”

Przypomniały mi jej słowa wiersz „Campo di Fiori” Czesława Miłosza - wstrząsający z zewnętrznej perspektywy, ale życie ma swoją energię, która dba, aby poruszało się po stałych orbitach.

„(…)
Wspomniałem Campo di Fiori
W Warszawie przy karuzeli,

W pogodny wieczór wiosenny,
Przy dźwiękach skocznej muzyki.
Salwy za murem getta
Głuszyła skoczna melodia
I wzlatywały pary
Wysoko w pogodne niebo.

Czasem wiatr z domów płonących
Przynosił czarne latawce,
Łapali skrawki w powietrzu
Jadący na karuzeli.
Rozwiewał suknie dziewczynom
Ten wiatr od domów płonących,
Śmiały się tłumy wesołe
W czas pięknej warszawskiej niedzieli.

Literatura opisuje życie, ale zwykle nie zdajemy sobie sprawy z potęgi słowa. Mam taką refleksję po wczorajszym wieczorze świętowania zwycięstwa Polski w głosowaniu na szefa Rady Europejskiej. Wczoraj o 21.00 poszliśmy sporą paczką pokrzyczeć i pośpiewać pod bunkrem PiS na Piotrkowskiej. Kompletny spontan, zwołany dwie godziny wcześniej sms-ami. Kiedy dochodziłem do grupy, zaczepił mnie przechodzący młody chłopak:
– Co wy tak tutaj podskakujecie?
Świętujemy wybór Polaka na szefa Rady Europejskiej. Donalda Tuska.
Tusk? Nie znam burknął zaczepnie.
Niech pan wygugla trochę się najeżyłem i chciałem odejść.
Żartowałem, znam faceta. To ten, co nic dla Polski nie zrobił dalej prowokował.
Oj, za dużo pan dzienników w telewizji państwowej ogląda, dokładnie tak go tam przedstawiają rządowi dziennikarze. A jednak 300 mld złoty z funduszy unijnych dla Polski wynegocjował jako premier.
No ale kto o tym wie? Ja nie wiem, bo zapierdalam 10 godzin na budowie.
– Ale poprawiło się panu za PiS-u?
– Co Pan? Pogorszyło!!! Naobiecywali, a jest to samo! Jeden chuj!
– No, ale to raczej nie przez Tuska?
– Ja tam nie wiem.
– Przecież w Polsce go nie ma, a rządzi PiS. A ci pisowcy, którzy wyjechali na urzędy, np Janusz Wojciechowski, coś zrobili? Zgarnie po kadencji w Europejskim Trybunale Obrachunkowym równo 7 mln zł. A tak obiecywał w kampanii, jako szef DudaPomocy.
- No tamtego to w ogóle nie znam.

Gadaliśmy z 15 minut, pary wchodziły obok nas na kolacje do OFF-u i innych knajpek na Pietrynie. Przeszliśmy na ty. Wymieniliśmy się numerami telefonów. Chłopak przyjechał do pracy z Pomorskiego. Wyszedł obejrzeć Łódź i spotkał wariatów podskakujących i skandujących „Kto nie skacze, ten za PiS-em”. Nie przekonywało go podskakiwanie, ale chyba zwykłe słowa – tak.
Słowo. Bunt. Życie.




⎯⎯⎯⎯⎯⎯⎯⎯⎯⎯

Polecam, jak zawsze poezję, ona otwiera inną perspektywę i drogę do ludzi:
Campo di Fiori 

W Rzymie na Campo di Fiori
Kosze oliwek i cytryn,
Bruk opryskany winem
I odłamkami kwiatów.
Różowe owoce morza
Sypią na stoły przekupnie,
Naręcza ciemnych winogron
Padają na puch brzoskwini.

 
Tu na tym właśnie placu
Spalono Giordana Bruna,
Kat płomień stosu zażegnął
W kole ciekawej gawiedzi.
A ledwo płomień przygasnął,
Znów pełne były tawerny,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli przekupnie na głowach.

 
Wspomniałem Campo di Fiori
W Warszawie przy karuzeli,
W pogodny wieczór wiosenny,
Przy dźwiękach skocznej muzyki.
Salwy za murem getta
Głuszyła skoczna melodia
I wzlatywały pary
Wysoko w pogodne niebo.

 
Czasem wiatr z domów płonących
Przynosił czarne latawce,
Łapali skrawki w powietrzu
Jadący na karuzeli.
Rozwiewał suknie dziewczynom
Ten wiatr od domów płonących,
Śmiały się tłumy wesołe
W czas pięknej warszawskiej niedzieli.

 
Morał ktoś może wyczyta,
Że lud warszawski czy rzymski
Handluje, bawi się, kocha
Mijając męczeńskie stosy.
Inny ktoś morał wyczyta
O rzeczy ludzkich mijaniu,
O zapomnieniu, co rośnie,
Nim jeszcze płomień przygasnął.

 
Ja jednak wtedy myślałem
O samotności ginących.
O tym, że kiedy Giordano
Wstępował na rusztowanie,
Nie znalazł w ludzkim języku
Ani jednego wyrazu,
Aby nim ludzkość pożegnać,
Tę ludzkość, która zostaje.

 
Już biegli wychylać wino,
Sprzedawać białe rozgwiazdy,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli w wesołym gwarze.
I był już od nich odległy,
Jakby minęły wieki,
A oni chwilę czekali
Na jego odlot w pożarze.

 
I ci ginący, samotni,
Już zapomniani od świata,
Język nasz stał się im obcy
Jak język dawnej planety.
Aż wszystko będzie legendą
I wtedy po wielu latach
Na nowym Campo di Fiori
Bunt wznieci słowo poety.



Warszawa - Wielkanoc, 1943

czwartek, 9 marca 2017

365 rocznica liberum veto

Aparat partyjny PiS, zajmujący się budowaniem wizerunku Polski i przekuwaniem w rzeczywistość bajki o Międzymorzu, postanowił uczcić dziś, 9 marca, rocznicę LIBERUM VETO i przypomnieć o starej polskiej tradycji całej Europie, jak przypomniał z taktem o tradycyjnie polskich widelcach.


Tak się złożyło, że właśnie w dniu 9 marca 1652, po raz pierwszy zerwał Sejm używając liberum veto, poseł województwa trockiego, Władysław Siciński, klient Janusza Radziwiłła (z tych Radziwiłłów).  Dziś, ku czci warchołów wyklętych, Beata Szydło zamierza odmówić złożenia podpisu w imieniu Polski pod dokumentem przedłużającym kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska. Na forum Europy krzyknie pewnie: „veto, nie pozwalam na Tuska, jakem Szydło!”. Żadnych ustępstw! Kto to słyszał, żeby Polak, którego nie lubi Kaczyński, był szefem Rady Europejskiej, lepiej niech to będzie jakiś Irlandczyk, Włoch, Prusak lub Austriak. Lepiej obcy, niż znienawidzony sąsiad, który osiem razy obił nasze sługi i z którym mamy proces o miedzę. Lepiej niech nam pomoże budować ustrój Putin lub Łukaszenko.
O tak, tam rząd PiS jest skłonny na daleko idące ustępstwa. Nie tak dawno przesłaliśmy zaprzyjaźnionym monarchom ze wschodu dowody uniżonej i niegasnącej sympatii, likwidując niewygodną dla nich telewizję Biełsat. „Ja nie chcę grać z Białorusinami. Ja chcę się z nimi ułożyć. Czy po 10 latach funkcjonowania, Biełsat polepszył relacje polsko-białoruskie?" - powiedział grający na wielu fortepianach szef polskiego MSZ po dobrosąsiedzkiej wizycie u Łukaszenki.

Czy może być wyraźniejszy sygnał, w którym kierunku PiS prowadzi Polskę? To oczywiste, że trwanie przy władzy i profity dla tysięcy partyjniaków zapewni wyłącznie system zbliżony do wschodnich autokracji. Unia Europejska, ze swoimi kartami swobód obywatelskich, z gadaniem o państwie prawa, z jakimś monitorowaniem procedur praworządności, zupełnie do stylu uprawiania polityki przez PiS nie przystaje i prędzej czy później mogą być kłopoty z opowiadaniem światu, jaka to pisowska Polska jest demokratyczna, że wybory nie były ustawione, że media publiczne nie są upartyjnione. Łukaszenka o to nie zapyta, z wyrozumiałością przyjmie polską delegację, której już nikt w Europie nie będzie traktował poważnie po dzisiejszym publicznym samobójstwie.





Jaka piękna katastrofa - powiedziałby Grek Zorba.  Z wielkich obietnic i idei Międzymorza, silnej grupy krajów V4, nie pozostało nic. Czechy, Słowacja i Węgry rozumieją doskonale rację stanu poprzez interes całego kraju, gospodarki, przedsiębiorców, możliwości rozwoju różnych grup społecznych, nie jako wyłączny interes grupy kolesi partyjnych. Nasi południowi sąsiedzi wiedzą, że tysiące nici łączących gospodarkę krajów Unii gwarantują stabilność tylko wtedy, kiedy nie szarpią nimi nieprzewidywalni politycy, żyjący złudzeniami i fobiami.
Polityka podpierania się klakierami partii eurosceptycznych i awanturników Nigela Farage’a, nie przyniosła żadnych korzyści, a raczej osamotnienie w Europie po Brexicie. Pokrzykiwanie do Trumpa – gdzie obiecane zniesienie wiz dla Polaków – ma taki sam sens, jak przypominanie Dudzie przysięgi na Konstytucję i deklaracji, że będzie „prezydentem dialogu, porozumienia i rozmowy, który z troską i zrozumieniem odnosi się do każdego obywatela”.
Zaproszenie do piątki najsilniejszych państw UE, wystosowane przez Angelę Merkel, zostało podobno przez Beatę Szydło odrzucone. Jeśli to prawda, byłoby to zdradą stanu i pachniało trybunałem. Wszystkie działania dyplomatyczne PiS kończą się fiaskiem, choć TVP obwieszcza sukces. I to również zbliża nas do Mińska i Moskwy. Partia będzie tak długo karmić suwerena propagandą, dopóki ludzie nie zorientują się, że to nie oni wybierają władze, ale ustalone przez aparatczyków procedury, sprzyjające swojakom, niszczące na wszelkie sposoby opozycję. Najemne media, zastraszone sądy, wódz utrzymujący w narodzie poczucie zagrożenia zewnętrznego i wewnętrznego i zacierający ręce władca Kremla. Witajcie w Polsce, jaką opisywał Słowacki: 
„Pawiem narodów byłaś i papugą;
A teraz jesteś służebnicą cudzą”

wtorek, 31 stycznia 2017

Wendeta miernot

Pan Kaczyński nie miał dwumiesięcznego dziecka, kiedy esbek zaprosił go na rozmowę. 

Nie miał nawet rodziny „Twierdził, że nie interesują go sprawy materialne, kobiety, np. nie zależy mu w przyszłości na posiadaniu rodziny.” - pisał w raporcie kapitan Spitalniak. „Zapytałem się, czy współpracę ktoś mu uprzednio proponował, bo ja nie. Odpowiedział, że nikt. (...) Ustnie zobowiązał się do przestrzegania przepisów wynikających ze stanu wojennego.”
Bez straszenia, krzyku, szantażu, bez internowania.

Dziś pan poseł Kaczyński dyryguje znów całym aparatem opresji, rekompensując sobie swoją małość w tamtych czasach, kiedy okazał się nie na tyle odważny, aby zamknęli go w internacie.
Dziesięć lat wcześniej, przed cytowanym raportem esbeka z rozmowy z Kaczyńskim, kiedy metody esbeckie były proste jak pała, a raporty mniej wyrafinowane, dwudziestosześcioletni robotnik, mieszkający kątem z żoną i dwumiesięcznym dzieckiem, dał się zastraszyć. Skoro jednak wyrwał się spod kontroli tamtego esbeckiego aparatu i przeprowadził Polskę przez „morze czerwone” w latach 80, dlaczego ma się teraz komuś tak marnemu jak Kaczyński tłumaczyć?
Komuś, kto za cel postawił sobie wymazanie najważniejszych z wywalczonych wtedy postulatów Sierpnia 1980. Kto znów oplata kraj pajęczyną aparatczyków partyjnych, kto odebrał wolność dostępu do informacji, kto upartyjnił media i doprowadził do obrzydliwego kultu jednostki, a teraz zapowiada oddanie sądów w ręce partyjnych towarzyszy.

Rządy sierot po PRL i prokuratora Piotrowicza, który dziś zasłania się partyjną legitymacją PiS, jak dawniej PZPR, skończą się kiedyś. W książkach zostanie ten sam Lech Wałęsa z bramy Stoczni, ale rozdział Kaczyńskiego, o którym w czasach bohaterów nie napisano wiele, dopiero się pisze. Nie napiszą go wynajęci pseudohistorycy, którym teraz Kaczyński płaci urzędami i promocją książek przed kamerami upartyjnionej TV na konferencjach upartyjnionego IPN. Nasze dzieci będą uczyć się o krótkim epizodzie hańby w historii Polski, kiedy oszukany naród zawrócił z drogi rozwoju i popadł w ruinę, wyłącznie dla zaspokojenia chęci zemsty jednego zawistnika.


Wałęsa dołączy do innych niedoskonałych polskich bohaterów. Do Jana III Sobieskiego - zdrajcy, który stanął po stronie króla szwedzkiego Karola Gustawa, a potem zasłużył na chwałę. Do Józefa Piłsudskiego - agenta opłacanego przez wywiad japoński Kempeitai, wywiad austro-węgierski K-Stelle i prawdopodobnie wywiad niemiecki, który potem zasłużył na ulicę w każdym polskim mieście. Do Romualda Traugutta, podpułkownika armii carskiej, który walczył za wielką Rosję, odznaczonego orderem św. Anny za wojnę krymską. Torturowany oddał potem życie za wolną Polskę w warszawskiej cytadeli.


I mają pomniki. 

I Lech Wałęsa również będzie miał.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Amputacja


Szkoda mi czasu na czytanie wrednych przepychanek na konkurencyjnych grupach KOD, które chyba są zbiorami przenikającymi się, bo nie ma dnia bez awantur i lania po mordach. W obu działają murarze i grabarze. Czasem coś mi się zaplącze na tajmlajnie i przeczytam te pyskówki, a wtedy ręce mi opadają. 
 
 
Ruch, który stanowił zdrowy, działający organizm rozkłada się, jak pod działaniem pajęczego jadu. Od środka.
Dlatego nie muruję, nie kopię grobu, wolałbym jednak, żeby ten ruch przeżył, nawet jeśli będzie potrzebny chirurg.
Zgadzam się i z Andrzejem Celińskim, i z Jackiem Żakowskim, i z Leszkiem Balcerowiczem, i ze Zbigniewem Hołdysem, i z Władysławem Frasyniukiem, że przetrwanie całego organizmu zależy od udanej amputacji. Wiem, że to głosy z zewnątrz. Ja rozumiem przywiązanie do ręki, rozumiem, że pająk sobie upatrzył, rozumiem, że ręka niewinna (brała, czy nie, w rękawiczce, czy goła), ale ukąszona. I finito.
Całe ciało ledwie zipie i za chwilę po prostu przestanie funkcjonować. A musi, bo dokoła hula wojna. Niestety nie ma na tę wściekliznę na FB surowicy, na typowo polską zawiść i plemienne instynkty, które budzą się zawsze w podobnych okolicznościach. A jest fatalnie - są dwa KOD-y. Mam wrażenie, że nie skończy się to po wyborach. Że autonomiczne regiony nie będą już jednym ruchem stawiającym się jak jeden mąż na wezwanie do Warszawy. Że zarząd główny może zszyć to rozdarcie tylko w jeden sposób - jeśli dokona się nowe otwarcie i ojcowie założyciele pozostaną autorytetami w swoich regionach, a na czele ruchu pojawią się ludzie z nową energią, nowym pomysłem, budujący nowy wizerunek.

Trudna decyzja, odkładająca na bok sympatię i empatię. Amputacja.

niedziela, 29 stycznia 2017

Orwell miał rację – Polska po udarze

Paraliż! 
Wszyscy, którzy powinni mówić z racji ponadprzeciętnej zdolności przekonywania, popadli w hipnozę. Nie widzą lub nie potrafią zatrzymać postępującego bezwładu. Inni, na fali ludowego wkurwu lub patriotycznego uniesienia, weszli na wysokie obroty - to ich czasy. Na stan psychiczny jednych i drugich ma wpływ ten sam człowiek - Wielki Brat.


Wojenna retoryka Kaczyńskiego wzmaga zaplanowaną psychozę. Cel jest oczywisty - podczas walki akceptowalne są środki specjalne, społeczeństwo zaangażowane w konflikt dostosowuje się do wymagań państwowego aparatu bezpieczeństwa i inwigilacji. My mamy już nienazwany z imienia stan wyjątkowy, psychologiczną wojnę pozycyjną, a stan wyjątkowy wprowadza się przecież zawsze dla dobra obywateli.


„Wojna jest pokojem” - Orwell miał rację
Z kim ta wojna? Z każdym, kto wyda się na tyle silny, aby stanowić zagrożenie dla politycznych ambicji Kaczyńskiego i jego partii. Uderzenia następują z wyprzedzeniem i omijają słabszych krytyków. Zawsze trafiają najsilniejszego - maszerujący tłumnie KOD, rosnącą Nowoczesną, orzekający zbyt uczciwie Trybunał Konstytucyjny. Za moment na celowniku będzie stacja telewizyjna, sędziowie KRS, poszczególni samorządowcy. Po co te ataki? Mają wytworzyć wojenną psychozę, poczucie zagrożenia i eskalować napięcie w zwykle niezaangażowanych grupach społecznych. Strach przed obcymi, wojna z "niemieckimi mediami”, „zdrajcy narodu”, „odbiorą wam 500+”, „puczyści i warchoły” - to retoryka, która sprawdzała się nie raz w PRL, sprawdza się i dziś. Trafia w najbardziej wrażliwe obszary psychiki - troskę o dom, rodzinę, podstawy materialnej egzystencji. Jest narzędziem manipulowania tłumem od wieków. Wojenna psychoza usprawiedliwia inwigilację, usprawiedliwia wycięcie z Trybunału Konstytucyjnego sędziów, którzy mieli własne zdanie, usprawiedliwia zawieszenie podstawowych praw obywatelskich i Konstytucji. Jest już przyzwolenie, aby zajrzeć każdemu do skrzynki mailowej, wolno ograniczyć handel ziemią, zabronić relacjonowania wydarzeń w Sejmie, odebrać dostęp do mediów niewygodnym politykom, wolno uznać za obrońcę narodu łysego wyrostka z opaską na rękawie, który jeszcze nie tak dawno, nazywany był wprost - neofaszystą. Cel uświęca środki, a celem jest stworzenie nowego państwa na gruzach starego.
 



„Wolność to niewola”
Powstaje państwo neofeudalne - bazujące na systemie lennej podległości. Suweren (fr. souverain, najwyższy, suwerenny), jak nazwano przewrotnie elektorat, w rzeczywistości stoi najniżej w hierarchii, na której szczycie znajduje się autentyczny jednowładca - Wielki Brat, podejmujący decyzje samodzielnie, poza dyskusją i rozliczający wasali z wykonywania jego poleceń. Społeczeństwo nie ma nic do powiedzenia, jakikolwiek protest jest natychmiast deprecjonowany, jego autorzy poniżani i spychani poza margines. Jakakolwiek krytyka jest przez podległe media przedstawiana jako zdrada interesu narodowego i piętnowana - nauczyciele, kobiety, ekolodzy, trzeźwi ekonomiści nie są traktowani jak partnerzy. Struktura ta i mechanizmy władzy doskonale wpisują się w model stworzony przez George’a Orwella w „Roku 1984”, gdzie funkcjonuje partia wewnętrzna, stanowiąca od 2 do 4% populacji i partia zewnętrzna (13%), składająca się ze służb, propagandystów, tysięcy aparatczyków, uzależnionych poprzez wprowadzenie ich tylnymi drzwiami do spółek i instytucji, pozbawionych kompetencji zawodowych, ale tym bardziej pilnujących interesu partyjnego. Ich entuzjastyczne oddanie sprawie jest dla nich jedyną gwarancją przetrwania w kręgu uprzywilejowanych. Reszta społeczeństwa to „ciemna masa”, poddawana codziennemu praniu mózgów przez media. „Środki masowego przeczyszczenia”, dbają, aby władca i dwór - partia wewnętrzna, przedstawiani byli w samych superlatywach, jako zbawcy narodu, miłujący wolność i demokrację. Najniższa warstwa „proli” żyje w poczuciu względnej wolności i bezpieczeństwa - mogą wyznawać religię, uprawiać hazard, dyskutować na FB i w realu, wyciąć drzewo pod domem, odstrzelić sarnę lub żubra, jeśli rozwija to ich hobby. Co chwilę media utwierdzają ich w przekonaniu, że opiekuńcza partia przygotowuje dla nich kolejny program „plus”, który zaspokoi ich podstawowe pragnienia, aby nie odczuwali pokus emancypacji z tłumu i buntu.


 
„Ignorancja to siła”
Partia zewnętrzna wytwarza własne reguły komunikacji i własny język, pozwalający skutecznie unikać odpowiedzialności za słowa. Cały świat pojęciowy jest przecież odwrócony, wojna jest pokojem, wolność - niewolą, ignorancja - siłą. Sztuka wyznawania dwóch sprzecznych poglądów i wierzenia w oba naraz pozwala przetrwać i wypowiadać się do mediów bez poczucia winy, że fałszuje się fakty. Można mówić o „człowieku wolności”, odbierając jednocześnie wolność przepływu informacji i wyrażania opinii, leżące u podstaw Karty praw podstawowych. Członkowie partii zewnętrznej żyją w ciągłej obawie przed ewaporacją - wymazaniem. Sprzeniewierzenie się ideałom partyjnym, popełnienie tzw „myślozbrodni”, kończy się zniknięciem. Każdy, kto o tym zapomniał, jest usuwany ze strumienia historii. Od nowa piszemy życiorysy najważniejszych towarzyszy partyjnych, wycieramy ich udział w wydarzeniach wstydliwych lub zbrodniczych, a przypisujemy im to, co podnosi ich wartość w oczach narodu. Któż tam za dwie kadencje wypomni prokuratorskie grzechy stanu wojennego, czy służbę nie po tej stronie barykady w Gdyni w 1970. Kto będzie wiedział, że wyklęty mordował Żydów i zakładał MO na Podhalu. Służy do tego cała machina, armia pseudo historyków, plany nowych publikacji, reformy edukacji, wyhodowanie neokultury i niezdegenerowanej sztuki.
 
„O wiele istotniejszą przyczyną manipulowania przeszłością jest ochrona nieomylności Partii. Należy ustawicznie aktualizować przemówienia, statystykę i wszelkie zapisy, aby służyły za dowód, iż sprawdzają się wszystkie partyjne prognozy. Nie wolno się także przyznać do jakiejkolwiek zmiany dotyczącej politycznych sojuszy lub spraw doktrynalnych. Każda bowiem zmiana czy to poglądów, czy choćby polityki uchodzi za przejaw słabości. (…) Jeżeli z faktów wynika co innego, fakty należy zmienić.”
Jeśli PKB nam spada, informujemy, że jednak rośnie, bo PKB rządów poprzedników było niegodziwie zawyżane. A pragmatyczni medialni specjaliści od dwójmyślenia chwytają ten przekaz dnia w lot i niosą pod strzechy.
 
Partia wewnętrzna ma pozostawać na Olimpie, niedostępna dla śmiertelników, za kotarą, poza zasięgiem kamer, nawet tych przemysłowych.
 
Najbardziej jednak tajemniczą postacią jest sam Wielki Brat. Samotny, nieomylny, oszczędny w gestach - palec na usta i mikrofon przed nosem nielubianej posłanki na mównicy wyłączony. Już samo to, że nielubiana przez Wielkiego Brata posłanka może mówić, powinno być uznane za przejaw łaski i demokracji. W końcu u Orwella nie ma żadnej opozycji.
I u nas też nie będzie, jeśli zlekceważymy te sygnały i zaczniemy się w tej Polsce po udarze, paraliżowanej nerw po nerwie, urządzać.

Zapisz