wtorek, 27 sierpnia 2024

Piękne stopy

                                                        Kubie

Ma pani piękne stopy
mówi co dzień innej kobiecie,
skracając dystans wzrokiem
wbitym w wypieszczone paznokcie
i opaloną skórę. 
 
Naprawdę piękne
kąciki ust się uśmiechają,
wyraz oczu mięknie,
spod rzęs wysypują się iskry impulsów,
biegnących od stóp do głów. 
 
Spojrzenie podnosi się
po zuchwałej recenzji lakieru,
krzyczącego kontrastem,
jak plamki salamandry
przy górskim szlaku. 
 
Wystarczyłby może rzut oka, bez słów,
ukradkowe potwierdzenie sensu
przyziemnego wizażu,
który za chwilę, kamienną ścieżką,
ruszy ukryty w ciężkich butach.
 
Zdekonspirowane piękno - ta myśl
przychodzi z oddechem na szczycie,
po dotarciu do sedna,
kiedy nic nie rozprasza, nie uwiera,
bo u stóp leży cały świat. 
 
Mówi się zwykle - masz piękne oczy,
piękne usta, dłonie, włosy,
zostawiając urodę stóp
nieśmiałym poetom
i dojrzewającemu chłopcu
w spektrum autyzmu.
 
Coś każe mu dobierać słowa prawdy,
nagiej, jakby się właśnie urodziła -
poetyka organicznych zachwytów,
automatyka neuronów,
wieczna praca u podstaw?
Nikt nie spodziewa się szczerości,
tak rozebranej z metafor.
 
 
«Piękne stopy», Pieniny 2024

 

środa, 21 sierpnia 2024

To byłem ja

To byłem ja w innym życiu – myślę,
przekładając żarzące się polana
w tym samym ognisku, 
pod tym samym niebem,
przy tym samym gadającym potoku,
do którego nie można wejść dwa razy

W innym życiu, w cięższym plecaku 
niosłem mały bagaż błędów, 
resztę wypełniało ego
gitara umiała zagrać wszystkie nuty: 
głowy, serca i bazy,
głos przyzywał z mocą feromonów  
i nic nie odbierało mi złudzeń

Dzień trwał aż do świtu, a noc 
kurczyła się od ciepła rąk i oddechów,
nie było straconych minut, trudnych podejść, 
przegapionych dróg na skróty, 
wszystkie szepty prowadziły do celu

Wystarczyło zanucić „…your naked body”,
a stawał się cud nagości, 
wystarczyło „swym życiem żyć, 
nie wiedząc nic
na tysiąc pieszczot w głąb”, 
a przestrzeń otwierała się na tysiąc pocałunków

Wracają tamte winy i niewinność, 
przypominają się dawne modlitwy
Okudżawy, Stachury, Cohena,
a odwiedzane kiedyś cerkwie i ikonostasy
stają znów przed oczami, choćby dawno spłonęły

Twarze przy ogniu odzyskują blask utracony
głosy chropawe dojrzały do sensu słów
i choć z rąk do rąk krąży kieliszek z płynem
szlachetniejszym, niż stołowa z Polmosu,
ulatuje z dymem wiara w nieśmiertelność 

To samo wilcze wycie z Zaskalskiego 
i ten sam dotyk ciał, te same grzechy 
i pejzaże skuszą naszych synów i córki 
Zew krwi jest jedynym dowodem na istnienie innego życia
po naszym, które tak szybko zeszło w doliny.

niedziela, 19 maja 2024

* * *

To prawie niemożliwe, 
ale pamiętam, jak stworzyłem zwierzęta 
z kawałków kory kasztanowca, 
który rósł pod moim pierwszym domem. 
Genesis z ducha mazowieckiej wioski
ze stawem, kościołem, cmentarzem.

Nie znam jeszcze puzzli, 
ale kora mózgowa, tworzy bestiarium. 
Nie wiem nawet, ile mam lat, 
przecież jestem tu wieczny,
w bluzie sprzed epoki T-shirtów 
i w jasnych sandałkach.

Mój rówieśnik rozrzuca układankę: 
„żeby nam się jakieś stworzenie nie przyśniło”. 
A niechaj śni się na wieki wieków - 
modlę się do samego siebie, 
kiedy mruga do mnie z sufitu oko opatrzności. 

W pękatym kineskopie żyje Cyrankiewicz. 
Nie wiem jeszcze, że to kineskop, 
ani że to Cyrankiewicz
przemawia spod czarnych brwi 
i w złości drze kartkę -
to koniec i początek.

Pamiętam ten sen, trybunę, schody, 
sygnał telewizji Szczecin i Kraków.
Odkryję potem ewolucję
Do kineskopu wejdzie Gierek, 
potem Jaruzelski, potem Wałęsa, 
któremu kiedyś podam rękę, 
w drugim, realnym świecie.

Bo w domu ze studnią są dwa światy,
kolorowy i czarno-biały,
przed i za pancerną szybą telewizora.
Jeden gaśnie małą jasną plamką,
drugiego nie mogę wyłączyć,
i trwa tak od pół wieku, 
w obu tysiącleciach.

Grzech ma zapach niedojrzałych 
pomidorów podkradanych z parapetu, 
a pod słowem odpust kryje się biały obrus, 
czarna zupa z krwi i serce kaczki, 
ofiarowane zawsze pierworodnemu synowi
wszechmogącego ojca, który jako jedyny 
ma tranzystorowe radio na pasku 
i pudełko z lampami do zbawiania świata 
w telewizorze Lazuryt.

Goście z darowanymi po mszy winami, 
niegodni darów, rosołu, ofiary z kaczki, 
podnoszą małe kieliszki, zagryzają chlebem, 
wielbią głośno pekaesy z Plebanki, 
Petrobudowę, Mostostal, 
cielne krowy, Zetory, Ursusy 
i sznurek do snopowiązałki.

Słucham upojony słowami tej litanii 
i różową oranżadą, 
przełykam serce, 
gromadzę smaki i zapachy 
na wieki wieków,
w domu ojca pod kasztanowcem 
amen

sobota, 17 lutego 2024

Co zni­ka dzi­siaj, iż czy­ta­ne pę­dem

Znałem poetę żyjącego przed popularnością,
nie było czytelników tam,
gdzie były jego wiersze,
a tam gdzie byli czytelnicy,
nie było jego wierszy.

Może czekały na wrota czasu,
przez które przejdą tłumy,
wiedzione przez krytyków, tłumaczy
i pośmiertnych fanów poezji
godnej dzieł zebranych w skórze.

Czasem trafiała się jakaś pochwała,
zagubionego na Facebooku,
przyszłego ojca, czy syna, w duchu
tej samej grupy poetyckiej
lub Naszej Klasy, której czas przeminął.

To najlepszy wiersz, jaki czytałem
pisał dodany do obserwujących
i nie było pewne, czy żył przed Asnykiem,
czy już po manifestach pogardy dla pisowni
i wszystkiego, co święte w zapiskach narodu.

Dla konserwatywnego poety,
poszukującego sensu słowa
w granicach umiarkowanego postępu,

taki komentarz był jak koryfeusz,
prowadzący chór w antycznym teatrze
.

Nic nie ginie, nic nie ginie w sieci,
zwłaszcza to, co tu i teraz nie jest poezją,
bo echo niesie wirale, motta i morały,
a obrzękłe klaskaniem prawice
zastąpiły lewe kciuki
i serca po prawej stronie.


środa, 1 listopada 2023

Modlitwa o alert


Grom z jasnego nieba
nie jest już niespodziewany
jeśli poprzedza go alert
wysyłany na smartfony

Nie poczujesz się zaskoczony błyskiem
nie policzysz sekund, jak kiedyś
zaskakujące są tylko deszcz i wiatr,
bo, spodziewałeś się więcej:
„zabezpiecz rzeczy, które może porwać wiatr”

Nie porywa mnie taki stan rzeczy
cisza po burzy jest też mniej cicha,
a określenie „cisza dudni w uszach”
straciło swoją siłę, nie dudni
nic poza agregatami w okolicy

Spełniły się wreszcie słowa litanii
powtarzanej setki lat:
Od gniewu Twego – wybaw nas, Panie!
Od teraźniejszej burzy – wybaw nas, Panie!
Od szkodzącej ulewy…
Od groźnych wichrów…
Od licznych błyskawic…
Od ogłuszającego grzmotu…

Za sprawą SMS, od niepewności
– wybaw nas, Panie!
I wrzuć na grupę info,
że na ulicy jest już prąd,
amen.

środa, 26 kwietnia 2023

* * *

Kiedy budzi cię przed świtem
niepokój o ten dzień i kilka następnych
o losy świata,
o kraj bez sternika,
szczęście rodziny,
zdrowie psa,
a każda z tych trosk
znajduje twarde riposty
przeciw argumentom za snem 

– otwarte okno od wschodu
wpuszcza chłodny realizm,
jasny dowód okrążanego Słońca,
głośne ptasie petycje za życiem. 

I może mógłbyś zasnąć
po tej konkretnej zachęcie,
uspokojony nauką płynącą
z natury rzeczy powtarzalnych,
gasząc lampkę nad twarzami,
które wyrwały ci kilka godzin nocy,
ale wiesz, że to nie fair 

zamykać oczy na ten zielony potok
niezaprzeczalnych faktów.

piątek, 31 marca 2023

* * *

 
Bez konsekwencji, z biletem powrotnym,
gubię się w wykopaliskach.
Archeologia wyobraźni, odgrzebywanie wrażeń
unosi mnie ponad gnijącym w biegu światem.

Dotykam organowego regału,
słucham anielskich twarzy z lipowego drewna,
wdycham trzystuletni kurz zza prospektu
i widzę dłonie w plisowanych mankietach
i klamry butów tańczących do subbasu.
 
Idąc za altem Irene Papas,
zawracam bieg spraw,
odkrywam helleńskie tony
i kształt jej oczu
z panatenajskich amfor.
 
U wejścia do zimnego nuragu,
z wiecznego bazaltu i rozmarynu
wzywa mnie trzask ognia i zapach chleba.
Smakowały kiedyś prawie jak dziś.
 
W gonitwie głosów pasterzy
znajduję dźwięki dzwonków,
stuki kół noria i drewnianych naczyń.
Zaczynały dzień jak nasze studzienne żurawie.
 
Jestem tu, skoro muszę,
ale słyszę, widzę, czuję tam,
setki i tysiące lat przed kolejnym końcem świata.

wtorek, 22 listopada 2022

Z chłopa król

Mamy rok polskiego romantyzmu, proponuję naukę czegoś ponadczasowego z utworów pisanych 200 lat temu… a może nauczkę.

Jest drugoplanowa postać u Słowackiego, w jego „Balladynie” – Grabiec – rumiany prostak, pijak, syn wioskowego kościelnego. Każdy pamięta ze szkoły samą Balladynę i Kirkora, tak bardzo szekspirowskich, a mało kto pamięta Grabca, który jest polskawą, siermiężną kopią Falstaffa, a może Spodka ze „Snu nocy letniej”, esencją grubiaństwa, pazerności i tępoty, a w efekcie upadku, do którego prowadzi zbyt duża władza. Grabiec raczej przypadkowo zostaje królem, otrzymuje koronę Popielów i jako władca, zmienia się w despotę.
Słowacki jednak wielkim poetą i wieszczem był, bo w kwestiach Grabca zawarł znacznie późniejsze monologi „króla”, który jeździ ostatnio po Polsce:

«Trzeba zaraz nałożyć podatek.
[...] Odtąd brać w rekruty
I żubry, i zające, i dziki, i łosie.
Kwiaty, jeżeli zechcą kąpać listki w rosie,
Niech płacą, rosę puszczam w odkupy Żydowi;
Niech mi wódką zapłaci. Każdemu szpakowi
Kazać nie myśleć wtenczas, kiedy będzie gadał...
Zabronić, aby sejmik jaskółczy usiadał
Na trzcinach i o sprawie politycznej sądził.
Wróblów sejmy rozpędzić: ja sam będę rządził
I wieszał, i nagradzał... Jaskółkom na drogę
Dawać paszporta, w takich opisywać nogę,
Dziób ogonek i skrzydła, i rodzime znaki.
Odtąd nie będą dzieci swych posyłać ptaki
Do niemieckich zakładów, gdzie uczą papugi;
Wyjęte sroki, które oddają usługi
Ważne mowie ojczystej. Z cudzych stron osoby
Jak to: kanarki... śledzić. Na obce wyroby
Nakładam cło.»


Archetyp durnia, obdarzonego władzą ponad jego miarę, który musi teraz udowodnić światu swoje kompetencje i uciszyć krytyków: nałożyć podatki i cła, brać w kamasze, zakazać myśleć, zabronić działać sejmowi, kontrolować, inwigilować, wydawać paszporty na wyjazd, chronić dzieci przed Niemcami, śledzić podejrzanych, odpuścić srokom kapusiom. On sam będzie „rządził i wieszał, i nagradzał”. On „z chłopa król”.



„Balladyna” to tragedia, źle się zaczyna i źle się kończy, i dla koronowanego przypadkiem Grabca, i dla jego ukochanej Balladyny, i dla jej siostry, i dla jej matki, i dla jej męża, i dla Pustelnika, i dla Kostryna… nie wiem, czy pominąłem jakiegoś denata. Najważniejszy jest jednak w moim wpisie Grabiec, który bredzi podczas uczty, czym naraża się śmiertelnie Balladynie i ginie we śnie, tracąc koronę Popielów.
Czy polska literatura może nauczyć nas czegoś o degradacji człowieka na skutek otrzymanej przypadkiem władzy, kiedy człowieczeństwo topnieje, a jego miejsce zajmuje bezwzględność i czyni każdego Grabca nieludzkim despotą?



#LekcjeHistoriiPrawdziwej

sobota, 1 października 2022

Orzeł biały jednoczył kiedyś zdrajców

 A propos Rosji i przyznania orderu Antoniemu Macierewiczowi…
Na obrazie „Rejtan” Matejki, jest:


❗️10 odznaczonych Orderem Orła Białego, w tym:
❗️6 targowiczan (z królem Stanisławem Augustem) - Adam Poniński, Franciszek Ksawery Branicki, Stanisław Szczęsny Potocki, Karol Radziwiłł, prymas Michał Poniatowski,
❗️2 sygnatariuszy aktu I rozbioru Polski - Franciszek Salezy Potocki i Michał Fryderyk Czartoryski,
❗️poza tym, 2 żony odznaczonych Orderem Orła Białego sygnatariuszy aktu I rozbioru Polski - Izabela z Flemingów Czartoryska, żona księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego i Izabela (Elżbieta) z Czartoryskich Lubomirska, żona marszałka wielkiego koronnego Stanisława Lubomirskiego,
❗️w loży ambasador rosyjski, książę Repnin, sponsor wyżej wymienionych, też uhonorowany najwyższym polskim orderem, zabawiany przez damy, których mężowie robili potem kariery
❗️i na portrecie Katarzyna II, caryca Rosji, która też była odznaczona Orderem Orła Białego.
Zaprawdę godne towarzystwo. Oni trzymali wtedy władzę.

 



Matejko z rozmysłem kłuł w oczy błękitnymi szarfami Orderu Orła Białego na tym obrazie, aby podkreślić obłudę marszałków, biskupów, hetmanów, „patriotów”, którzy we własnym gronie przyznawali sobie odznaczenia, lawirowali, prowadzili polityczne gierki z Rosją, licząc na familijne zyski, aż do rozgrabienia Polski. Kiedy Matejko wysłał swój obraz na wystawę do Paryża, grupa potomków tej «mafii» z najczarniejszych lat przed upadkiem Polski interweniowała nawet u cesarza Napoleona III, aby nie wystawiano go publicznie. Próbowano go odkupić i zniszczyć.
Nie da się kupić i zniszczyć hańby.


#LekcjeHistoriiPrawdziwej - to seria wykładów pisanych dla syna, z których część powstawała w samochodzie, podczas pogadanek w drodze do szkoły.
#OrderOrłaBiałego - order pochodzi nie z czasów carskich, a z epoki saskiej, kiedy został przyznany 188 osobom. Przejęty przez dwór Stanisława Augusta, trafił na piersi 346 osób, w tym wyżej wymienionych - sprzedawczyków, zdrajców, jurgieltników w sutannach, kontuszach, z buławami i ministerialnymi tekami.

niedziela, 11 września 2022

Solidarna Rosja

 

Można gdybać o rzeczach nieudowodnionych, natomiast nie trzeba udowadniać, bo to widać jak na dłoni, że Kaczyński i Ziobro od 7 lat próbują w Polsce wprowadzić ustrój, zbudowany przez 23 lat przez Putina. Niektóre projekty ustaw są żywcem kopiowane z rozwiązań, jakie skutecznie ograniczały demokrację w Rosji. 

 
Analogia narzuca się choćby w sposobach wyrugowania niezależnych organizacji, patrzących władzy na ręce, Prześledźmy zniszczenie przez aparat kremlowski pozarządowej organizacji Memoriał, w której skład wchodziło kilkadziesiąt formalnie niezależnych podmiotów w całej Rosji. Centrum Praw Człowieka Memoriał założyli zasłużeni dysydenci, historycy, od ponad 30 lat odkłamujący zbrodnie stalinowskie i komunistyczne. Było to jednak działanie wbrew interesom oligarchów i urzędników Putina, którzy zmierzali do rehabilitacji sowieckiego totalitaryzmu. Najpierw uchwalając ustawę o „agentach zagranicznych” zmuszono Memoriał i podobne organizacje, do sygnowania wszystkich publikowanych dokumentów zdaniem „Organizacja finansowana z zagranicy”. Kilka publikacji bez tej noty, piętnującej Memoriał jako „agenta zagranicznego”, uruchomiło działania putinowskiej prokuratury, która postawiła zarzuty braku transparentności finansowania i przyjmowanie pieniędzy z Wielkiej Brytanii, Norwegii, Holandii i innych państw oraz deprawowania młodzieży poprzez publikowanie list ofiar ZSRR.
Cała ta akcja usunięcia niewygodnej organizacji przypomina czekający projekt ustawy ziobrystów, mającej rozprawić się z polskimi organizacjami pozarządowymi – NGO-sami. Rozmodlony ostatnio w mediach Michał Woś przygotował ustawę domagającą się wprowadzenia rejestru NGO’s, finansowanych ze środków z zagranicy - stygmatyzowanych w ten sposób jako „agenci zagraniczni”. Ta idea tak dobrze sprawdziła się na Wschodzie - czemu nie zastosować jej w Polsce, która jednym krokiem jest już poza Unią Europejską? Kolejnym krokiem byłoby wybranie z tej listy organizacji niewygodnych dla władzy… resztę można przepisać sobie z historii zniszczenia Memoriału.
Nie jest to pierwsza kopia rozwiązań ustrojowych Kremla i działań inspirowanych polityką ludzi Putina. Solidarna Polska zgłosiła też projekt wypowiedzenia antyprzemocowej Konwencji Stambulskiej i aktywnie wspiera od lat nagonkę na środowisko LGBT – co przed 2015 rokiem było do pomyślenia wyłącznie w Rosji, gdzie w represjonowaniu mniejszości seksualnych aktywnie uczestniczy od dawna  kler, a w fundamentalistycznej, muzułmańskiej Czeczenii, ujawnione osoby LGBT karane są śmiercią.
Przemoc w polskim życiu politycznym idzie więc ze Wschodu. 
Krystynie Pawłowicz wyrwało się w Trybunale Konstytucyjnym zdanie, że Polska może w każdej chwili wypowiedzieć Europejską Konwencję Praw Człowieka, a sam Trybunał Przyłębskiej poszedł dalej, pytając, czy Europejska Konwencja Praw Człowieka jest zgodna z polską Konstytucją. Jedyne kraje na naszym kontynencie, których konwencja nie obowiązuje i nigdy jej nie podpisywały, to Rosja Putina i Białoruś Łukaszenki. 
 
 


Partia Ziobry, mająca poparcie zaledwie 0,7%, kwestionuje nie tylko artykuły europejskich konwencji, podobnie jak administracja Kremla, kwestionuje wyroki międzynarodowych trybunałów. Solidarna Polska mówi często głosem Jednej Rosji Putina. Efekty tej fascynacji widać już w zmianach ustrojowych, jakich politycy Zjednoczonej Prawicy dokonują w Polsce, kopiując system rosyjski:

🇷🇺 Zlikwidowanie niezależnego wymiaru sprawiedliwości,
🇷🇺 Podporządkowanie władzy ustawodawczej jednemu przywódcy,
🇷🇺 Podsycanie podziałów i nienawiści do mniejszości,
🇷🇺 Wsparcie kleru, będącego narzędziem propagandy władzy, kupowanym milionami z budżetu i ulgami,
🇷🇺 Nacjonalizm dla mas z oficjalną, rządową historią kraju,
🇷🇺 Media jako narzędzie propagandy władzy,
🇷🇺 Grupa oligarchów, wzbogacona w aferach, wyciszanych rękoma posłusznych prokuratorów,
🇷🇺 System edukacji podporządkowany fanatykom, który realizuje wychowanie nowych narodowych elit,
🇷🇺 Wykorzystywanie służb do inwigilacji i zastraszania obywateli krytycznych w stosunku do władz,
🇷🇺 Ignorowanie międzynarodowego prawa i niepodleganie wyrokom europejskich trybunałów.

Czy te punkty opisują Rosję, czy Polskę? Odpowiedzcie sobie sami.

sobota, 28 maja 2022

W naszych dzieciach jest poczucie wolności

Zmarł Vangelis. Posłuchałem jego pięknego Poloneza, z którym dorastałem i te słowa, głos Jona Anderssona, obudziły zapomniany rozdział w pamięci – dźwięki, śmiech, pierwsza wódka, pierwszy papieros, pierwsza dziewczyna (to ona nauczyła mnie Vangelisa, „Yesów”, Cohena, pisma technicznego, czytania poezji i paru ważnych, życiowych umiejętności).
Nic z tego już przecież nie wróci, ale jednak jest. Są w zakamarkach pamięci nawet zapachy tamtych perfum, farby drukarskiej i papieru, akacji pachnących w czasie nocnych spacerów po otwartym wtedy Botaniku, carmenów, gazety odbieranej z teczki w tym kiosku na rogu, którego już nie ma i szklana pogoda, kiedy cała ściana bloków osiedla mówiła jednym głosem papieża, albo krzyczała „gol” w stronę pola pszenicy, które przykryło teraz pole blaszanych garaży.
Słuchaliśmy tego Poloneza z muzycznym cytatem Szopena setki razy, tłumaczyliśmy słowa, takie odległe, gdzieś z lepszego świata, niedostępnego, bo kto wtedy mógł marzyć o paszporcie, koncercie w Londynie, czy nawet płycie z Londynu?
Oglądam te obrazki, płynące z muzyką, z czasów, kiedy wszystko było takie trudne, a jednak łatwiejsze. Widzę na nich Lecha Wałęsę, Mazowieckiego, Geremka, Walentynowicz, widzę jedność ludzi, nie widzę nigdzie Kaczyńskiego, który z zamordowania jedności Polaków zrobił religię i biznes.
Nie ma już tamtej Polski, realnie niewiele z niej zostało. Jest w sercach, we wspomnieniach tych, którzy rozumieją, co się wtedy wydarzyło, ale większość już nie rozumie i przeraża mnie to pazerne zło, które rozpanoszyło się w urzędach, mediach, przebrało w krawaty i wpięło sobie w klapy biało-czerwoną. Co zostawimy z tamtych gorących miesięcy i z tamtej Polski naszym dzieciom?
Właśnie o tym był ten Polonez:


„Wreszcie mamy tę wolność
Wyznaczymy kierunek naszym sercom
Wszyscy zagubieni znajdą swoją drogę
Skorzystajmy z tej szansy już dziś
Słuchaj, a ja będę się modlił
(…)
Za jutrzejszy nowy poranek,
Za jutrzejszy nowy dzień,
W naszych dzieciach jest poczucie wolności,
Daj, by korzystali z niego mądrze, 
O to się
modlę…”



Co zostało? Mnie ściśnięte gardło…
Posłuchajcie, koledzy z tamtych czarno-białych obrazów.



wtorek, 15 marca 2022

Nie bój się. Ta wojna trafiła w serce cały świat

 

***
kiedy dotrzesz do kresu, gdy przekroczysz ten kres i ciemności wypełnią ci głowę
pragniesz tylko jednego –
żeby to wyszeptała:
«nie bój się,
jestem tu z tobą»

gdy zagonią cię w kąt, szaniec padł, nie masz stąd
żadnej drogi – czas zejść z pola boju
wspomnij tylko te słowa:
«jestem tu, jestem tuż
nie bój się
jestem tu z tobą»

kiedy rozpacz i strach, zwątpienie i ból ścisną serce głuchą żałobą
odkupienie odczytaj z ruchu jej ust:
«nie martw się
jestem tu
jestem tu z tobą»

kiedy w gruzy posypie się cały nasz świat, zwoje nieba wlokąc za sobą
nawet wtedy z nicości dobiegnie jej głos:
«jest okej
jestem tu
jestem tu z tobą»
 
Jurij Izdryk 

 
 
___
Ta wojna trafia w samo serce świata.
Nie wiem, czy nie było już przekładu wiersza Jurija Izdryka. Przepraszam, jeśli pogubiłem rytm, myśli, słowa.
Pięknie przeczytała go Krystyna Kudriawa, bojowniczka Gwardii Narodowej Ukrainy. 
 



 
_____
Film ze strony Gwardii, na licencji Creative Commons, jak zaznaczono w profilu.
 




środa, 14 kwietnia 2021

Campo de’ Fiori



Rzymskie Campo de’ Fiori przed pandemią tętniło życiem. Restauracje, dzieci, stragany, gołębie, muzyka, a nad tym wszystkim ponury, zakapturzony Giordano Bruno. Brązowy pomnik stoi odwrócony plecami do placu, a wyzywająco – twarzą do Watykanu, na znak jego sporu z Kościołem. A przecież zanim do tego sporu doszło, był dominikaninem, przyjmowanym przez biskupów, papieża, słuchanym, chwalonym. 


Przypomniał mi się ten pomnik, kiedy poczytałem dziś o współczesnych inkwizytorach, tych z Episkopatu i tych z Sejmu. Jeden z posłów koalicji demolującej polskie państwo, z tytułem profesorskim, gadający czasem mądrze, a często krytycznie, właśnie odłączył się od stadka i zastanawiam się, czy podzieli los Giordana Bruno, spalonego na stosie na Campo de’ Fiori, czy raczej złamanego przez inkwizytorów Galileusza. 

Naprawdę nie wiem, po co światły człowiek zostaje dziś politykiem, wchodzi do zorganizowanej sitwy, kojarzonej z biciem kobiet i milionowymi przewałami? Po co lekarz, kardiochirurg, naukowiec, ceniony za granicą, pcha się do tego Sanhedrynu obłudników i faryzeuszy? Jaka cecha charakteru popycha ludzi pomiędzy zera w krawatach, z chorągiewkami w klapach? Wiadomo, że zostaną tam zadziobani. 

Jakiś mały człowieczek, również z zakonu antyaborcjonistów, spreparował donosik na profesora, w którym padają zarzuty o „zabijanie niewiniątek podczas eksperymentów”. Najważniejsze, że Maksymowicz sam uważał się za przeciwnika prawa dostępu do aborcji, jednak ministerstwo poszło tym absurdalnym tropem, bo był na rękę miernotom, które profesor krytykował za nieudolność i ryzykowanie życiem tysięcy Polaków - m.in. głosował wcześniej przeciw wyborom pocztowym Sasina.

Czy ten bunt Maksymowicza coś zmieni? Oczywiście, chociaż nie każdy głoszący poglądy niewygodne dla władzy i inkwizycji to Giordano Bruno. Kiedy tupie nogą i odchodzi z PiS łódzka młoda radna, nikt nawet tego po tygodniu nie pamięta, ale być może tym razem przebrała się miarka intryg, oszustw, szczucia i Maksymowicz nie spłonie na stosie. 

Swoją drogą, jak można być tak schizofrenicznie dwubiegunowym, krążyć od Akcji Wyborczej Solidarność, Platformy Obywatelskiej do Gowinowców i głosować przeciw Konstytucji własnego kraju, obywatelom własnego kraju, zasłaniając się jednocześnie aktami prawnymi i oświadczeniami obcego kraju - Watykanu? 

A propos obcego kraju – inkwizytorzy z Episkopatu Polski wydali dziś oświadczenie absolutnie sprzeczne z oświadczeniem Watykanu w sprawie szczepionek J&J i Astry-Zeneki. I tego pojąć nie mogę - 50 lat tłumaczyłem jakoś sobie różne brednie, podpisywane przez biskupów. Chyba zbyt długo. Wygląda na to, że Episkopat Polski stał się schizmą w Kościele katolickim. Po zaszczepieniu 800 mln ludzi na świecie, w tym papieża Franciszka, po naprawdę wyczerpującym wyłożeniu etycznych aspektów szczepień w oświadczeniu watykańskiej Kongregacji Nauki, polski chór sklerotyków w purpurze namawia ludzi do nieszczepienia się. Konsekrowana ciemnota i podłość. 

Giordano Bruno miał rację w wielu kwestiach. Dopiero 50 lat temu kościół przestał prawnie zwalczać jego księgi, po 350 latach straszenia piekłem za czytanie o Ziemi okrążającej Słońce, o wiecznym Wszechświecie, w którym panuje zasada ruchu, o tym, że nic w przyrodzie nie ginie. 

Mój syn na Campo de’ Fiori zrobił pierwsze w życiu samodzielne kroki. To dobry znak, choć po kilkunastu latach od tego momentu stał się niesamowicie asertywny i zasadniczy w tym, do czego sam doszedł. Nie wyrzeknie się, jak Galileusz, swojego zdania.


#LekcjeHistoriiPrawdziwej


środa, 6 listopada 2019

Czasy uczniów czarnoksiężnika


Kiedy od dłuższego czasu tłumaczysz teksty branżowe, zaczynasz pojmować, co to jest globalny owczy pęd i jakim balastem - choć niezbędnym - bywa marketing, w porównaniu na przykład do wymiernej i podlegającej precyzyjnej ocenie pracy inżynierów.



Mimo całej biblioteki podręczników: jak sprzedawać, jak przemawiać, jak zachęcać, jak zdobyć klienta, mimo webinarów, studiów, teorii, funkcja magiczna i impresywna języka przeważają nad informatywną. Gdyby jeszcze skutecznie, ale kiedy czytam wszystkie te slogany, nasuwa mi się porównanie do średniowiecznych medyków, upuszczających krwi i snujących teorie waporów.

I ta skłonność do poruszania się w ścisłym stadzie. Firma za firmą przejmują słowa, mające działać jak hipnotyzujące zaklęcia. Bez żadnej głębszej refleksji, na zasadzie kalki - u tamtych działa na wyniki w Excellu i sprzedaje, to u nas też będzie. A czasem pasuje jak wół do karety i jest zdewaluowane przez ciągłe powtarzanie. Co tam - przeciętnie głupi klient i tak nie zna całego obrazu rynku, więc możemy sobie pozwolić na ten mały trik.

Globalizacja i automatyzm rządzący światowymi korporacjami jeszcze to zjawisko pogłębiają, ograniczając zaufanie do instynktu i doświadczeń lokalnych specjalistów, a poszerzając zakres działania Ministerstwa Magii każdej korpo i sieciowych agencji, kontrolowanych centralnie oraz programów projektowanych po to, aby rozszerzyć tę centralną kontrolę, homogenizować światowy przekaz, wykastrować wszystko, co odbiega od sztywnego zatwierdzonego odgórnie komunikatu. Kompletnie odczłowieczone to wszystko, wtłoczone jak w mundur, w formatki z logo.

I wszystko to w założeniu mogło być postępowe i funkcjonalne, gdyby slogan idący w świat z centrali miał głębszy sens, gdyby cały świat znał tylko jeden język, miał te same obyczaje, ten sam klimat i temperament i gdyby na każdym etapie tej korporacyjnej urawniłowki, przyprawionej słodkimi zachwytami nad jakością, luksusem i funkcjonalnością, byli ludzie z głową, potrafiący na własną odpowiedzialność wykreślić przenajświętsze zaklęcia, które albo się przejadły, albo po prostu brzmią śmiesznie tu i teraz.

Przypomniał mi się pewien marketingowiec z branży elektronicznej, który ubolewał, że ma słabsze wyniki handlowe, bo anglojęzyczna nazwa jego japońskiej firmy, wymawiana w reklamach aksamitnym barytonem z obowiązkową angielską kluchą w ustach, brzmi mniej egzotycznie i intrygująco od nazwy innej japońskiej firmy z nazwą wymawianą w podobny sposób. „Wiesz stary, oni mają łatwiej, bo to wpada w ucho i brzmi tak… no wiesz… sophisticated”.
Jak to się ma do szkiełka i oka inżyniera i tysięcy godzin badań i testów?
Myślenie magiczne, wiara w zaklęcia.

Riddikulus i Slugulus Eructo!!!

wtorek, 29 października 2019

* * *

Gdzie ty właściwie jesteś
Zamknięta w urnach od morza do Tatr
od gali banderowej z parawanów
do betonu śpiących rycerzy

Zamienili cię w tatuaż na pokaz
przeszczepili z serca na łydkę
z ostatniej krwi
zrobili pierwszą lepszą
do kupienia za pięć stów

Do Boga
dopisali wypierdalać
do Honoru
kult wilczej watahy
do Ojczyzny
śmierć-śmierć-wrogom

Gdzie ty właściwie jesteś
na tym bezdrożu myśli
pod biało-czerwoną
w klapie gangstera
czy w białych różach na bruku

Czekasz z krzywym uśmiechem,
z poczuciem defektu
przed rekonstrukcją twarzy
podzielona, dwulicowa,
od wieków prawa i lewa.

wtorek, 7 maja 2019

Aureola

Paradoks, że ta Matka Boska, której kult ludzie PiS wystawili na pośmiewisko w całym świecie, zupełnie nie jest z ich partyjnej bajki: ciemnolica, Żydówka, przybyła z dalekiej Rusi, „ucieczka grzesznych”, symbol tolerancji i łagodności, Hodigitria, czyli „Wskazująca drogę” błądzącym, odrzuconym.
Gdzie jej do plującego jadem i nasyłającego służby pisowca, gdzie jej do Piętów, Piotrowiczów, pani Pawłowicz, do pogardy dla nauczyciela, za którego uważano jej syna?
Gdzie jej do milionowych inwestycji deweloperskich?
Gdzie jej do bojówek z hasłem „śmierć” na rękawie, do tłuczenia kijami Judasza, palenia Żyda, odsyłania wojennych sierot do Syrii?
Czy ma coś wspólnego z rytualnym kamienowaniem na antenie TVP tych, którzy krytykują fałszywych kapłanów – »groby z zewnątrz pobielane, a w środku cuchnące«
Być może ma więcej wspólnego właśnie z tymi, którzy - jak jej syn - są oskarżani o obrazę uczuć religijnych?

Wątpię, żeby Wiktor Woroszylski był w lekturach, ale pasuje tu idealnie:

"Matko Boska ciemnolica
przybyła z dalekich stron
spraw by nikt tu nie był obcy
każdy żeby miał tu dom"

Rys. Michał Murawski




D

skrót: re

czwartek, 19 lipca 2018

Ćwierkający kaznodzieje

Żeby nie było… wychowałem się w rodzinie wierzącej i nadal nie nazwałbym się ateistą. Gdzieś tam drzemie we mnie jakaś wiara w nadzwyczajną, boską ingerencję w trwanie i zmiany tego ziemskiego padołu. Ale powiadam wam, jeśli w tym kraju ktoś religię niszczy, to sami duchowni.

Gdybym miał na myśli wyłącznie wiejskich plebanów i tysiące nudzących się przed komputerami zakonników w całej swojej wielkiej masie, nie zawracałbym głowy na blogu. Chodzi o tych z miast, tych z kurii i tych z samego szczytu. Jeśli tak ma wyglądać elita kościoła, jak wykładowca, profesor, rezydent Watykanu, z którym wymieniłem ostatnio kilkanaście opinii, to Polska za kilka lat, jak Francja, pełna będzie setek spa i hoteli urządzonych w klasztorach, a w kościołach odbywać się będą wyłącznie koncerty organowe.

 


Rozumiem, że po wsiach siedzą na plebaniach niedouczone, antysemickie, pazerne dusigrosze, którym w kazaniu łatwiej przyjdzie ględzić o nowej kostce brukowej przed kościołem i zaradności Rydzyka, niż o Jezusie (bo to przecież taki niedzisiejszy dziwak był). Wiem, bo mam takiego kaznodzieję w mojej wsi, z którego kazań ludzie wychodzą, a na chrzcinach i ślubach nasłuchałem się ględzących tetryków i młodych umysłowych leni.

Jak może być zaliczana do inteligencji osoba, która publicznie, na forach mediów społecznościowych, połowę swojej „profesorskiej” energii i autorytetu poświęca obmawianiu innego księdza, tylko dlatego, że tamten ma odmienne poglądy polityczne. Otwarcie nawołuje, żeby go uciszyć, zniszczyć, stłamsić. A wszystko to ozdabia w slogany i półprawdy, przygotowane przez wydział propagandy rządzącej partii, jak leci, prosto z pasków TVP.

Poszło o uwolnienie ks. Wojciecha Lemańskiego od kary, dzięki interwencji abp. Rysia i nowego abp. warszawsko-praskiego. Lemański może już odprawiać msze, udzielać sakramentów, może się wypowiadać publicznie, co nie spodobało się profesorowi, wygrzewającemu od lat tyłek w rzymskim słońcu. Pewnie bywalcowi salonów nie po drodze z Lemańskim, który wcześniej jako proboszcz ciężko pracował w biednych białoruskich parafiach i od lat udziela się jako katecheta dzieci dotkniętych chorobami psychicznymi. A może jego działalność upamiętniająca ofiary żydowskie w polskich wsiach nie w smak mojemu rozmówcy, w każdym razie musiałem wysłuchać serii plotek z zakrystii i przeczytać na życzenie jego publikację o «katolewicy», gdzieś w Gościu, czy Frondzie. Niestety publikację na poziomie tylko trochę wyższym od kazań Międlara.

Gdyby głupota mogła latać, niektórzy księża unosiliby się pod sklepieniem Kaplicy Sykstyńskiej, gdzieś w okolicy alegorii "Bóg oddziela światło od ciemności". Profesor wyłożył ekonomiczną definicję katolewicy, która idealnie dziś opisuje partię Kaczyńskiego:  

„Lewicowość (…) oznacza opowiadanie się za systemem socjalistycznym, przewagą własności państwowej nad prywatną, wysokimi podatkami, które mają być przez państwo wykorzystywane, by wspomagać ubogich i w ten sposób niwelować nierówności społeczne. (…) Problem z katolewicą w Polsce i na świecie polega nie na socjalistycznych poglądach na gospodarkę, tym bardziej że wielu jej reprezentantów uwiło gniazdka w jak najbardziej kapitalistycznych przedsięwzięciach…” itd. itd.

Czy to nie obraz „pobożnych bolszewików” - jak nazwał PiS przed śmiercią prof. Wolniewicz, za życia będący filozoficzną podporą Radia Maryja?

W dalszej dyskusji profesor, pogromca katolewicy wszedł na kruchy lód, bo według niego Lemański dopuścił się obmowy swojego biskupa, zarzucając mu molestowanie. Te kwestie powinny być raczej tematem omijanym przez kler, ze względu na purpuratów, którzy ukrywali zjawisko molestowania dzieci w KK przez lata. I tak od słowa, do słowa, dowiedziałem się, że bp Hoser jest człowiek z klasą, abp Paetz jest człowiek z klasą, a abp Wesołowski nie dożył do procesu, który pewnie by go oczyścił, bo dowody były «takie za 50$», a TVN chciał go zlinczować.

No ludzie! Jeśli tacy są nauczyciele kleru tego kościoła JPII, to co jest na dole?
Trzy godziny obrony zwyrodnialców, cały timeline TT poświęcony walce z lewactwem, Tygodnikiem Powszechnym i Lemańskimi, a nuncjusz papieski z Polski, gwałcący dzieci na Dominikanie, to ofiara światowego spisku i TVN.

Nie nazywajmy szamba perfumerią (kto to powiedział?).
I ta wyższość, jaką z perspektywy Watykanu można okazywać maluczkim w dalekiej Polsce i manipulować. To poczucie, że jest się ponad regułami i prawem tego kraju.

Przypomniał mi się kardynał Hozjusz, pierwszy polski kandydat na papieża, który był wcieleniem silnej, nietykalnej agentury obcego państwa w Polsce, sam korespondował po łacinie, besztając polskich biskupów za pisanie listów po polsku, wpływał z perspektywy kościelnej na króla i sprawy dotyczące korony, niszczył Polaków, których uznał za krytyków kościoła. Między innymi za dzieło „O poprawie Rzeczypospolitej”, a zwłaszcza za księgę „O kościele”, prześladował Mikołaja Sępa-Szarzyńskiego, posuwając się nawet do zamachu na jego życie, na szczęście nieudanego. Na pierwszym miejscu stawiał powstrzymanie reformacji i kościół, na dalszych Polskę i Polaków. A teraz, ten pochowany w Rzymie purpurat, od 1923 roku czeka na beatyfikację.
Cóż, bywali gorsi od niego błogosławionymi tego kościoła. I pewnie jeszcze będą, jeśli mają takich profesorów.

środa, 16 maja 2018

Czas pogardy

Tyle pogardy dla tych matek upokarzanych w Sejmie, które dopominają się o swoje, o obiecane, o to tylko, żeby oszustwo nie trwało kolejne lata. Pisowscy baronowie i podrzędni partyjni konferansjerzy już straszyli je paragrafami, oskarżali o polityczne intencje, wiązali z mordercami noworodków w wypowiedziach do kamer. Najemnicy z TVP urządzili im 24-godzinnego Big Brothera z obiektywami i mikrofonami, wycelowanymi dokładnie w ten kąt, w którym żyją już trzy tygodnie na posadzce. 

Może ich mundurowi wywloką stamtąd, gasząc wcześniej światło i wszystkie kamery. Tak boją się prawdy. Może zagłuszą sygnał sieci komórkowych, jak to już raz Kaczyński zrobił w stosunku do protestujących pielęgniarek. Ale ci zdeterminowani ludzie już dziś osiągnęli wiele. Nie pozwolili zbyć się kłamstwem i ochłapem. Zmienili odbiór społeczny u tych, którzy w pędzie korporacyjnych korytarzy nawet nie myśleli, że tak duża część Polaków żyje bez środków, bez perspektyw i podstawowych rozrywek. Chyba rozmiękczyli twarde liberalne serca.
Nie ma już Polski liberalnej i Polski socjalnej. Są udające współczucie przed wyborami przypadkowe miernoty, które po wgramoleniu się na stołki doją budżet, latają biznes klasami, szastają miliardami na duperelne pomniczki, ławeczki, jachty-srachty. A kiedy przychodzi potrzebujący, spieprzają z sejmu do domu, na urodziny księdza biskupa, do kościoła, żeby odgrywać rolę, która w ich przekonaniu zapewni im wieczne rządzenie… Wymodlić wieczne urządzanie się.
PiS zdemaskował własną podłość i obudził ludzkie uczucia u opozycji, spełnił rolę Mefista z Fausta. Panu Jarkowi powinni na grobie wyryć "Jam jest tej siły cząstką drobną, co zawsze złego chce i zawsze sprawia dobro". Bo po pisowskiej okupacji, tego formatu politycy muszą mandatami odpowiadać za łgarstwa, podłości, manipulacje i sprzeniewierzenia. Muszą zmienić się warunki kontraktu społeczeństwa z posłem, czy senatorem, a odpowiedzialność w tym zawodzie będzie egzekwowana tak samo jak od lekarza, nauczyciela, przedsiębiorcy. Drobni cwaniacy liczący na kadencję dojenia kraju i łgania w żywe oczy znikną.
Mam nadzieję.

wtorek, 30 stycznia 2018

O polityce sprzed 1000 lat - lekcje historii prawdziwej


Jak myślisz Synku, ile jest historii w plotce, a ile plotki w historii? Zwłaszcza w tej odległej, gdzie zaciera się granica między szlachetnym słowem legenda, a staropolskimi słowami: obmowa, potwarz, albo jeszcze starszym - kalumnia? Gawędzimy z synem w drodze do szkoły o Piastach.


Kto by zapamiętał wszystkich Konradów Laskonogich, Henryków Brzuchatych, Bernardów Zwinnych i Bolesławów Rozrzutnych? To wszystko autentyczne przydomki. Ale już to, że Kinga była Święta, bo jej mąż Bolesław był Wstydliwy, nastolatek zapamiętuje bezbłędnie.
Pomagają nam fragmenty gregoriańskiego chorału sprzed wieków. Wałkujemy więc dzieje od Mieszka i roku chrztu Polski, przez zjazdy, koronacje, bunty, wygnania i potykamy się o króla, po którym przez ponad 200 lat żaden Piast nie założył królewskiej korony.
Trudny temat dla młodego człowieka. Bolesław Szczodry, nazwany potem Śmiałym, jest królem, na którego patrzymy z jednej strony z punktu widzenia dwóch nieprzychylnych katolickich kronikarzy – mnicha Galla i polskiego biskupa Wincentego Kadłubka – z drugiej, rzucamy na szalę wszystko dobre, co Bolesław zrobił jako wybitny władca, zanim zawaliła się jego kariera.
Jak nie założyć synowi antyklerykalnych klapek na oczy, a jednocześnie nie zostawić go z czarno-białym obrazem z kroniki Kadłubka, gdzie podła bestia w koronie rozszarpuje na strzępy nieskalanego świętego. Bolesław Szczodry u Galla Anonima jest potraktowany powściągliwie i marginalnie, jakby kronikarz chciał napisać więcej, ale nie mógł. Pewnie dlatego, że mecenas Galla, brat króla był 30 lat wcześniej w opozycji i wspierał krakowskiego biskupa.
Konflikt króla Bolesława i biskupa krakowskiego Stanisława ze Szczepanowa to polski odprysk walki korony z tiarą. W Rzymie walczyli o władzę nad ziemskim światem papież Grzegorz VII z cesarzem Henrykiem IV, u nas biskup z królem. Tam skończyło się upokorzeniem bosego cesarza pod Kanossą, u nas tragedią przed ołtarzem na Skałce. Zginął biskup, skazany za zdradę i stracony (lub zabity nagle), a król musiał uchodzić z ciężarem klątwy.
O tle konfliktu wiemy tyle, że Bolesław odzyskał dla Polski utraconą za jego nieudolnego dziada koronę królewską, prowadząc dalekowzroczną  politykę propapieską. Wiemy, że biskup Stanisław pomagał mu w tym, aż do momentu, kiedy odmówiono mu arcybiskupstwa gnieźnieńskiego. Wiemy, że opozycja antykrólewska skupiła się wokół biskupów i liczyła na wsparcie cesarza. Paradoks, purpuraci w obozie wrogim papieżowi, aby obalić polskiego króla.

Wielka polityka. Naprawdę wielka - matką Bolesława była córką Włodzimierza Wielkiego, władcy Rusi, babką - błogosławiona z najlepszej rodziny cesarskiego dworu, żoną - kijowska księżniczka, szwagierką - córka króla Czech. Tak skoligacony władca Polski miał prawo uważać się za jednego z możnych chrześcijańskiego świata, który cesarze niemieccy dzielili na Romę, Galię, Germanię i Sclavinię. Parł więc na Wschód i starał się umocnić swoją władzę w kraju. To on, nie Chrobry, wyszczerbił miecz na bramie Kijowa. Zmęczone długimi wyprawami rycerstwo nie podzielało chyba tych ambicji. Bunt zbiegł się z reformą kościelną, która uszczuplała dobra i zakres władzy biskupa krakowskiego. Pretekst do sporu się znalazł - według kronikarzy, biskup grzmiał na surowego króla, karzącego niewierne żony rycerzy, ale też król wyrzucał biskupowi zdradę i niemoralność - tak przynajmniej z plotek tłumaczył biskupa inny biskup, Wincenty Kadłubek.

Finał tragiczny: najstraszniejsza broń kleru - klątwa, skazanie duchownego za zdradę, śmierć biskupa Stanisława, kult relikwii i wygnanie króla w 1079, a potem upadek międzynarodowej rangi Polski, rządy książąt, aż do koronacji Przemysła II w 1295.


Co z tego pozostało po wiekach? Srebrny sarkofag biskupa Stanisława w centralnym punkcie katedry wawelskiej, ponad grobami wielkich królów… biskupa skazanego za zdradę, a uznanego za patrona Polski. Natomiast grób króla Bolesława, wyciosany z kamiennej płyty nagrobnej rzymskiego legionisty, gdzieś między grobami biednych mnichów klasztoru w Karyntii z napisem „Bolesław król Polski, zabójca świętego Stanisława, biskupa krakowskiego”.
Ciśnie się na usta banał o religii i polityce, ale przecież to średniowiecze, kiedy polityka i religia przenikały się w stolicach i na prowincji. Chyba najlepiej na podsumowanie nadaje się akapit z Pawła Jasienicy: „Katoliccy, czyli rzymscy, biskupi musieli spoglądać na państwo polskie chociażby nieco z góry. Nie potrzebowali być na to zaraz Niemcami, jak Thietmar. Wystarczał sam „charakter” urzędu duchownego. Ich mocodawcą było Wieczne Miasto, stolica świata, szafarz koron. Dłonie ich przodownika, arcybiskupa Gniezna, posiadały moc namaszczania królów. Mowa łacińska, święcenia kapłańskie, infuły, paliusze, pastorały, to wszystko pochodziło z tej samej strony świata, z której kraj Piastów brał wzory, gdzie było światło oraz nadrzędne potęgi.”

***

Prowadzimy lekcje historii w samochodzie, jadąc do szkoły. Trzeba w domu korygować podstawę programową szkół podstawowych, stworzoną na zamówienie idiotów. #LekcjeHistoriiPrawdziwej #TLDR


niedziela, 10 grudnia 2017

Kto to jest prawdziwy Polak, a kto zdrajca - lekcje historii prawdziwej

Kolejna lekcja historii prawdziwej, mój Synku.
Kto to jest prawdziwy Polak, patriota, a kto zdrajca?

Czy zdrajcami byli ubrani w zachodnie stroje zwolennicy Konstytucji 3 maja, czy arcypolskie szlachciury w kontuszach, z podgolonymi łbami i najważniejsi biskupi polscy, którzy obalili nowe prawa zawiązując Konfederację targowicką? Nie wierz w bzdury, wykrzykiwane w TVP. To PiS spełnia dziś dokładnie taką rolę, jaką spełniła w XVIII w. Targowica. Przeklinała prozachodnich jakobinów z Kościuszką i Kołłątajem (ówczesne lewactwo), uśmiechała się do Rosji, a z poparciem biskupów kwestionowała wprowadzony przez Konstytucję 3 maja trójpodział władzy, bo godził w ich stołki, synekury i pozycję kościoła.
Kreml też wtedy uznał, że to szansa. Carscy szpiedzy obserwowali sytuację, płacąc ciężkimi rublami agentom na Zachodzie i w Polsce, aby nic nie przeszkodziło w tej katastrofie, którą zgotowaliśmy sobie sami. Kiedy, kupujący wcześniej w Polsce zdrajców i blokujący reformy, rosyjski feldmarszałek Repnin wszedł tu oficjalnie po swoje z armią carycy Katarzyny, miał już polityczne przedpole przygotowane przez rozmodlonych "patriotów", kpiących z zachodniej mody i rewolucyjnych idei przenikających z Zachodu.
Nic nie pomogły reformy Konstytucji, ani Uniwersał Połaniecki i wezwanie chłopów do obrony kraju, nie pomógł geniusz militarny Kościuszki, ani wyroki śmierci dla biskupów i hetmanów z samego szczytu polityki tamtych lat. Przegraliśmy wtedy wszystko, bo pozwoliliśmy się wykiwać, wierząc w bożą opatrzność, dawno przebrzmiałą polską wielkość, nie doceniając polityki Kremla.
Dziś daliśmy sobie narzucić narrację historycznych nieuków z PiS, a trzeba na każdym kroku przypominać tę analogię, np. piętnując łyse bojówki ONR, które urządzają sceny wieszania portretów, podobne do wieszania zdrajców podczas insurekcji kościuszkowskiej. Tyle, że wtedy wnerwiony suweren powiesił portrety: ministra wojny, hetmana Branickiego, wojewody, poety Szczęsnego Potockiego, oratora-dramatopisarza, hetmana Rzewuskiego. Tylko portrety, bo ci przedstawiciele politycznej elity zwiali. Zawiśli za to fizycznie na szubienicach inni politycy, którzy walczyli z prozachodnimi jakobinami - biskupi: Kossakowski, Massalski oraz hetmani: Zabiełło i Ożarowski.
Czyje portrety powinny dziś dyndać w Katowicach, gdyby narodowcy uczyli się polskiej historii? Komu przeszkadza dziś wolne sądownictwo? Kto patrzy z niechęcią na zachód Europy, a jeździł z wizytami na wschód? To kilka pytań, których nie znajdziesz w książce, ale pogadamy o tym jeszcze w samochodzie.

https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/media-polska-rozczarowala-sie-zachodemto-szansa-dla-rosji/xcgt2pf


#LekcjeHistoriiPrawdziwej Trzeba w domu korygować podstawę programową szkół podstawowych, stworzoną na zamówienie idiotów.