Przedpołudnie na skraju wsi,
dziurawa konewka sączy strugę w piasek,czyścisz grób swojej matki wodą z cmentarnej studni.
Wiele lat temu, kiedy byłeś młodszy niż ja dzisiaj,
a ja w wieku mojego syna,
to ona tłumaczyła mi
w tym samym miejscu,
dlaczego nikt tej wody nie pije.
Teraz wróciło przysypane czasem wspomnienie.
Z grobowca wylatują młode trzmiele
szczelina pomrukuje w ciszy – życie pokonało śmierć.
Minęło tak niewiele dni,
wrzesień, październik, listopad,
Twoja duża bezwładna dłoń
pojawia się, kiedy zamykam oczy
i nie potrafię powiedzieć synowi,
że nigdy już jej nie zobaczy.
Grudzień, niedługo narodzi się Dzieciątko,
żeby dorosnąć i umrzeć z miłości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz